Piton fix przy Ursusie powinien wyglądać tak samo, jak przy każdym innym ciągniku, ponieważ jego wygląd, kształt, wymiary i wytrzymałość definiują przepisy, które nie odnoszą się do konkretnych marek ciągników. A jeśli dany ciągnik nie jest wyposażony w odpowiedni sprzęg, to nie należy do niego zapinać maszyny wyposażonej w taki rodzaj sprzęgu. Jak kupisz maszynę z kulą fi 80, to będziesz ją za Ursusem ciągał na łańcuchu, bo nie masz odpowiedniego sprzęgu?
Po to jest w piton fixie ta "podkładka" wypukła, żeby się nic nie wycierało. A jak to zapinasz na inny zaczep, to bez komentarza... I mam nadzieję, że połamię się w polu, a nie na drodze, gdzie może komuś zrobić krzywdę.
Bez przesady, passat B5 to nie jakaś nowa limuzyna z wyższej półki, żeby było szkoda. Oczywiście nie mówię, że nie należy auta szanować, ale też nie popadajmy w skrajności. Co innego, jakby w tym bagażniku miał gnój luzem albo jakby jakimś Bentleyem te ŚOR woził, to jeszcze bym zrozumiał taką reakcję, ale nastoletnim passatem?
Obudowę dostaniesz bez problemu, jeśli masz czytelny numer rozrusznika (w Boschu 9 cyfr w grupach po 3 - tzn. 3 cyfry, spacja, 3 cyfry, spacja, 3 cyfry). Tylko musisz znaleźć warsztat/sklep współpracujący z Boschem (warsztaty oznaczone logo Bosch Service na pewno, ale też wiele niesieciowych). Zresztą każdy DOBRY elektromechanik powinien bez problemu zdobyć tę część.
Taaa, przez 80 lat Ocynk jest spoko, ale nawet najlepsza ocynkownia nie zagwarantuje takiej trwałości. Obstawiam, że przed upływem 20 lat pojawi się korozja, przynajmniej miejscowa.
Mamy przyczepę do bel zrobioną z samochodowej trzyosiówki, która ma ok. 50 lat (serio, na tabliczce jest rok produkcji - nie pamiętam dokładnie, ale lata 60-te). Ma oryginalny lakier (w sumie jego resztki) i jakoś do tej pory nie zgniła. Ale to niemiecka produkcja, pewnie wtedy jeszcze przetapiali Tygrysy i Pantery, dlatego taka dobra stal
A to się zgadza akurat.
Ty piszesz o 16 netto, ja o max 15 brutto Czy kupa roboty? Moim zdaniem nie - pospawać bariery do bel to jest jeden dzień, zrobić nową stalową podłogę też jeden dzień. Piaskowanie zlecasz, malowanie jeden dzień (czyli razem trzy dni roboty... możesz doliczyć czwarty na elektrykę i dopieszczenie) i masz przyczepę lepszą i mocniejszą niż te nowe polskie. No ale tak jak pisałem wcześniej - każdy robi jak uważa i nie zamierzam nikogo przekonywać, że robi źle
Co do kół, to 22,5 na pewno idą dobrze, ale te wszystkie 15,3 i 17 to dla mnie jest porażka i śmiech na sali. Może dlatego, że patrzę przez pryzmat naszych łąk - 85% to podmokłe torfy.
Dwuosiowe można spokojnie kupić za 7-10 tys. takie, że dokładasz 2-4 tys i masz przyczepę zrobioną pod siebie, z nową elektryką, hamulcami i malowaniem. No ale co kto woli, nie zamierzam Cię przekonywać.
Właśnie w miękkim terenie te na samochodowych (tzw. "tirowych") kołach są bez porównanie lepsze od takich. Te rolnicze "balonowe" są mniejszej średnicy i przez to w grząskim terenie zbiera się przed nimi błoto, które pchają, zamiast "przeskoczyć". Na początku też się baliśmy tych zachodnich (bo duże, więc i ciężkie), ale okazało się, że w praktyce łatwiej utopić D-50 z 11 belami (czyli łącznie jakieś 7,5 tony) niż starą niemiecką 3-osiową z 30 belami (grubo ponad 20 ton). A ta trzyosiówka (6 ton masy własnej) toczy się lżej niż dwuosiowa D83 (3,8 tony na pusto).
Z polskich ta podoba mi się najbardziej. Wygląda na prostą i solidną konstrukcję bez zbędnych fajerwerków. Ciekawa konstrukcja dyszla. Ale i tak za podobną kwotę można kupić dwie lub trzy zachodnie przyczepy trzyosiowe o podobnej długości w dobrym stanie. Co prawda stare, ale po pierwsze jednak trzy osie zawsze lepsze niż dwie (mniejszy nacisk), a po drugie koła większe, więc trudniej się zapadają na miękkim no i wytrzymałość opon w transporcie bez porównania.
Jak wam się coś buja na jednym siłowniku, to chyba macie jakieś wynalazki od "Józka" z garażu. Też wolałbym mieć na dwa siłowniki, ale mamy na jednym i nic się nie buja.
Za geniusza się nie uważam, ale jak normalny człowiek znajduje coś takiego, to wzywa służby, które to unieszkodliwią, a nie wyrzuca na trawę, jeszcze koło drogi. A za parę godzin np. dzieciaki pójdą ze szkoły, zainteresują się, zaczną majstrować i "trochę się rozerwą". A jak nie widzi, co wyorał, to do okulisty.
Popracujesz dłużej, to zaraz wymienisz jedne albo drugie. Przy takiej różnicy barwy światła nie da się pracować, jedne zimne (ledy), drugie ciepłe (żarówki) i za chwilę wizyta o okulisty.
Pisze się "w ramach pomocy sąsiedzkiej", bo zaraz będziesz miał wizytę smutnych panów (albo pań) ze skarbówki I w dodatku się okaże, że jak usługi świadczysz, to trzeba działalność założyć
Tylko żeby ten pałąk nie odpadł albo nie zgiął się w mocowaniach przy wywróceniu ciągnika, to musi być do czegoś konkretnego zamocowany, a patrząc po tych zdjęciach, to jest przykręcony do jakichś cieniutkich blaszek...