To jest u was główne auto? Czy jedyne?
Też się staraliśmy o Staromana z PSP zanim nam się udało załatwić nowe Volvo jako RT. Ale u nas sporo chętnych na wozy z państwówki, niełatwo je dostać.
Były swego czasu takie wynalazki...
Dokładnie. Autopompa była stale podłączona bezpośrednio pod zbiornik (jak w nowszych wozach), a autopompę stosowało się albo dodatkowo, albo zamiennie (np. w razie awarii autopompy - to było ok. 50 lat temu i sprzęt był znacznie bardziej zawodny).
Moim zdaniem trochę za wcześnie. W zeszłym roku też wcześnie włókowałem niektóre łąki i niestety bardzo sprowokowałem krety do intensywnej roboty. Na łąkach włókowanych później nie wykazywały aż takiej aktywności.
W rozsądnych pieniądzach nie da się kupić dobrego koguta LED. Te do 200-250 zł są beznadziejne, nawet w niezbyt słoneczny dzień ich praktycznie nie widać. No chyba, że ktoś jeździ tylko w nocy. Koguta na normalną żarówkę halogenową można kupić za ok. 100 zł dobrej jakości i będzie on widoczny nawet w słoneczny dzień. Na DOBRE ledowe koguty w rozsądnych pieniądzach trzeba jeszcze poczekać.
Chyba mnie z kimś mylisz, bo ja żadnej przyczepy do bel (ani do niczego innego) "ulepionej ze złomu" nie posiadam. Powiem więcej: nie mamy ANI JEDNEJ przyczepy samoróbki; wszystkie nasze przyczepy są fabryczne, jedynie mają dorobione bariery do bel.
Od kiedy na burty robi się przegląd? Pomijając już fakt, że na pewno w mojej galerii nie ma i nie było D-50 z podwójnymi burtami, bo ostatni raz nadstawki na D-50 były u nas założone przed 2000 rokiem, jak jeszcze uprawialiśmy zboża. Więc może mniej pij albo coś, bo na pewno czegoś takiego nie widziałeś w mojej galerii.
To gówno, które kiedyś było dyszlem, jest pogięte i poskręcane w tylu płaszczyznach, że jeśli komuś przeszło przez "myśl", że to może jeszcze być użytkowane, to ten ktoś powinien: 1) udać się do psychiatry; 2) wytrzeźwieć; 3) nauczyć się elementarnego poczucia odpowiedzialności. Za wyjechanie z takim gównem, nawet wyprostowanym, na drogę publiczną powinni odbierać prawo jazdy dożywotnio. A z przeglądu wypieprzyć na zbity pysk. Gdyby jednak się trafił jakiś "diagnosta", który to klepnie (co innego, jak będzie dobrze zamaskowane - diagnosta to nie jasnowidz), to należy mu zabrać uprawnienia - także dożywotnio.
Za 700 zł to musiałby ważyć prawie 1,5 tony, bo po tyle złom chodzi. Puknij się chłopie w łeb, chcesz mieć kogoś na sumieniu, że zamierzasz sprzedać to gówno? Zepsułeś, to kup nowy. Jak Ci się wbije w łeb, to Twój problem. Jak się urwie i przywali w osobówkę z naprzeciwka, to zabije niewinnych ludzi, a w dodatku wszyscy Cię będziemy utrzymywać w pierdlu.
Do mycia zdecydowanie izopropanol, bo jest obojętny dla prawie wszystkich tworzyw sztucznych. W bardzo nielicznych przypadkach powoduje zmatowienie lub białawy nalot na powierzchni, ale nie uszkadza materiału. A później tak, jak napisali wyżej - coś do zabezpieczenia.
Ślepy albo debil. Normalny kierowca by powiedział, że nie ma dojazdu, więc nie jedzie. Na miejscu jego szefa dałbym mu od razu dyscyplinarkę (a przynajmniej naganę z wpisem do akt) za narażanie sprzętu na uszkodzenia. Ile zarobi na gruszce betonu? Kilkaset złotych (mówię o zysku, nie o wartości betonu)? A sprzęt wart kilkaset, ale tysięcy. Warto go topić albo przewrócić (gruszkopompa ma bardzo wysoko środek ciężkości)? Moim zdaniem nie. Jakby ktoś zamówił gruszkę betonu na środek bagna albo na Kasprowy Wierch, to też próbowałby wjechać?
No właśnie ciekaw jestem, ile on ma długości od CBM-ów do końca. Już z 4-metrową kosiarką składaną do tyłu jeździ się fatalnie, bo na każdym zakręcie trzeba pilnować d*py, żeby nie zebrać jakiegoś auta albo płotu (w pozycji transportowej ma ok. 5,3 m od haków do końca).
Wystarczyło doczytać mój post do końca. Było tam napisane, że pozostałe są 45 km dalej, nie trzeba sprowadzać nie wiadomo skąd.
Doucz to się raczej Ty, panie "miastowy", bo najwyraźniej masz problem z bardzo prostą czynnością, jaką jest czytanie ze zrozumieniem.
Dokładnie, takie bajki, że trzeba sprowadzać niemalże z końca świata, to zwykłe naciąganie.
I większość punktów zakuwanie tak robi, że bez problemu odzyskują stare końcówki, jeśli jest coś nietypowego.
Masakra, to gdzie Ty żyjesz? U nas calowe końcówki mają w każdym punkcie, który zakuwa węże. Wszelkie redukcje, nyple, trójniki i inną armaturę też. Jak są jakieś wyjątkowo nietypowe, to trzeba jechać do sklepu ok. 45 km, ale 99% jest na miejscu.
Knipex to Knipex, nie ma konkurencji w swojej klasie jakościowej. Jak ktoś miał okazję tym pracować, to nigdy nie porówna tego do jakiegoś marketowego gówna. To drogie narzędzia, ale warte swojej ceny. Jak komuś się nie podoba, to nie musi tego kupować, ale nie rozumiem takiej bezsensownej krytyki. Jego pieniądze - stać go, miał potrzebę, chciał, to kupił i koniec tematu.
P.S. Odnośnie tego, co różni Knipexa od innych "podobnych" narzędzi: przede wszystkim blokada rozstawu szczęk. Pewna, niezawodna, bezpieczna. Nie ma opcji, żeby nagle pod obciążeniem przeskoczyła o jeden czy dwa ząbki, jak to się często zdarza w tańszych szczypcach. A potem pokaleczone łapy itp. W Knipexach się to po prostu nie zdarza.
Taaa, niech sobie zniszczy maskę. Chłopie, myślisz trochę? Do szkoły chodziłeś? Szkło jest odporne na działanie różnych substancji, lakier "trochę" mniej. Aceton zawarty w zmywaczu do paznokci jest jednym z najsilniejszych powszechnie dostępnych rozpuszczalników. Niewiele słabszy, a znacznie bezpieczniejszy, jest izopropanol, ale musi się on dostać do kleju, co w przypadku naklejek innych niż papierowe jest trudne lub niemożliwe.
Jakby naklejka była na szybie, to nie byłoby żadnego problemu, bo szkło jest znacznie bardziej odporne też na zarysowania i można to zrobić zwykłym nożykiem tzw. skrobakiem z ostrzem trapezowym, przy minimalnych umiejętnościach da się to zrobić bez ryski na szkle. A z metod "chemicznych" na szybie sprawdza się też... kobiecy krem do depilacji Zżera prawie wszystko (oprócz samego szkła), tylko trzeba go na dość długo zostawić - np. na noc.
Po pierwsze są specjalne zmywacze do naklejek w sprayu, ale z ich skutecznością różnie bywa. Po drugie są takie specjalne gumowe końcówki do wiertarki (nie wiem, jak to się fachowo nazywa, ale kształtem przypomina stożkowy kamień do wiertarki, tylko jest z jakiegoś rodzaju gumy), u nas można to bez problemu dostać w sklepie z lakierami samochodowymi i akcesoriami lakierniczymi. Używają tego m.in. firmy, które oklejają auta do usuwania starych oklejeń, więc jeśli nie masz sklepu lakierniczego w okolicy, to może w takiej firmie reklamowej Ci pomogą.
Też chętnie zobaczę Twoje rozwiązanie napędu pompy hydraulicznej, ponieważ sam przymierzam się do montażu zewnętrznej pompy. A po Tobie spodziewam się porządnej roboty, a nie druciarstwa, więc tym bardziej z ciekawością popatrzę na efekt prac.
Chyba nie miałeś nigdy z takimi kołami do czynienie, że piszesz takie głupoty. Nie wiesz, to nie pisz, bo tylko koledze kłopotów narobisz. Przy 2 barach, to taka opona (bezdętkowa) się odkleja od felgi i koniec jazdy.
Nie wiem, do kogo się odnosisz per "Panie fizyk", ale jeśli do mnie, to za moich czasów siła tarcia była na fizyce w szkole podstawowej.
Mam dokładnie odmienne zdanie. Tzn. w "pole" (w sensie takie orne) może i nie, ale od ładnych kilku lat mamy przyczepę na takich kołach i załadowana do maksimum (24 t na 3 osiach) na torfowiskach idzie najlepiej ze wszystkich przyczep, z jakimi miałem okazję jeździć. To jedyna przyczepa, z którą można wjechać praktycznie wszędzie tam, gdzie wjedzie sam ciągnik.
Jakoś u nas nie ryją, a jeździmy z przyczepą na takich kołach po podmokłych łąkach na torfach i jest to jedyna przyczepa, z którą nigdy nie było problemu. Za to wszystkie mniejsze, łącznie z 9.00R20 w D50, potrafią się zatrzymać na byle czym.
Przy 8 tonach na oś też ani się nie zapadają ani nie "suną".