Popadało ostatnie dni trochę, zobaczymy czy zboże coś ruszy, czy tylko zielsko i grzyb odżyją. Poniżej najładniejsze miejsce z lepszego kawałka, w rzeczywistości może jest ciemniejsze trochę, zależy jak światło pada. Generalnie tam gdzie ładniejsze, to jest do połowy łydki. Gdzie słabsze, to idąc w gumakach nogawki spodni miałem suche. Ogólnie jeśli chodzi o samo N, to okrojone względem normalnego roku u mnie o 25%. Cały czas się przekonuje, że bez sensu taka robota - albo wszystko jak należy dawać, albo dać sobie spokój.
Co do siania nawozów w suszę - przed urlopem rozsialem bo zapowiadali deszcz. Deszcz oczywiście nie spadł. W zbożu nawozy się rozpuściły z rosa, ale już koło domu, gdzie mi się z rozsiewacza rozsypało, to leżały na piasku ponad tydzień. No ale tak czy siak - napewno podziałały. Nie wiem ile było strat, ale wizualnie jest różnica. Tzn taka, że N1 jechałem ze zmienionym ustawieniem łopatek i miałem nakładki - między ścieżkami czarne pasy, a za rozsiewaczem bledsze. N2 pojechałem tymi czarnymi pasami i widać, że kolor się podrownal. Jeszcze ciemniejsze jest widoczne delikatnie, ale nie tak jak było. Ciekaw jestem jak to procentowo wygląda - rozsianie przed deszczem, a rozsianie gdy deszcz nie przychodzi. Jaka część nawozu idzie na straty.