Jak robiłem tylko wiosenne, to spoko sprawdzał się lancet albo axial + "coś" (tu zmieniałem za każdym razem) Tylko axial raczej bralem nie w paku, albo więcej niż potrzeba, bo tam o ile pamiętam, to były dawki mniejsze. Tzn w paku masz 2l/2ha, a max dawka jest chyba 1.2/ha, a zawsze jechałem raczej max. A i te Winnetou jakoś tak któregoś roku mi poprzepuszczalo.
Pojechałem dziś te N2 zrobić. Rano wstaje - deszcz tylko kropi, to ogień na wies. Na tyle słabo pada, że kolein nie ciałem i błoto się nie robiło, a na tyle mocno, że z pierwszego przejazdu saletry już nie było widać.
Zboże oczywiście nic się nie zmieniło znacząco w ciągu tego tygodnia. Zaczęły pokazywać się place żółte - takie jak u obszarników widziałem kilka tygodni temu, tylko u mnie to ewidentnie widać, że na plackach że słabym pH i na górkach z glina. No i taki wkurwiony, że nie dość, że po N1 tak nie widać rezultatów, to jeszcze teraz place. Ale wyjechałem na górkę i tak patrzę na cale pole i kurcze jak nie ma słońca, to widać jaka różnica u mnie miesiąc od N1, a u sąsiada, który nic nie dał. Ma za miedzą i za każdym razem jak jadę na swoje, to przejeżdżam koło jego i tak za każdym razem jadę, patrzę - nic nie robione, a zboże ma nie gorsze niż moje. To dziś zobaczyłem różnice z górki - u niego całe pole dosłownie żółte. Nie żebym się pocieszał, że ktoś ma słabsze, tylko, że jednak jakiś efekt tego azotu wcześnie (jak na nasze warunki) podanego jest. Moze nie jakiś wizualnie spektakularny, ale różnicę widać gołym okiem. Trzeba będzie chyba opryskiwacz powoli odpalać.