Przybywam z nowa porcja opowieści..niestety. Wczoraj chciałem ogarnąć pole i dziś siać, ale zadzwonili że zboże odbiorą, no to myślę ok. Trochę trwało zanim załadować, potem na wagę, jak wróciłem do domu, to już dobrze po południu było. No to myślę jadą uprawie, potem zaprawie zboże, a dziś rano rozsieje nawozy, jeszcze raz to zaciągnę i po południu będę siał (by na jutro deszcz już zapowiadają). No i tak jebalem wczoraj do nocy w polu, potem do 1 w nocy zaprawialm zboże, żeby się dziś wyrobić. Dziś rano jeszcze po nawozy (bo miały być wczoraj, ale coś im się zjebało i dopiero dziś będą). No to przywiozłem nawozy na ten kawałek, zaczepilem rozsiewacz, nayspalem nawozy. Jadę...no i za daleko się nie najechałem - coś mi blokuje lewe koło. Jedzie jedzie i jeb zablokowane, przeskoczy jedzie jedzie i znów zablokowane. Oczywiście zaczęło się na asfalcie. Zjechałem do domu, stanąłem lekko pod górkę, wciskam sprzęgła - cofa się że dwa metry i coś blokuje. Znowu do przodu metr podjeżdżam i sprzęgło - zjeżdża lekko i w tym samym miejscu blokuje. Wrzuciłem wsteczny, to z koła pisk. No i stanąłem, znajomy ma przyjechać, ale dziś i tak nie ma czasu, tylko rzui okiem
A jeszcze południa nie ma.