W ogóle jestem załamany jak to spawanie mi idzie po przerwie jakiejś. Doświadczenie mam żadne, przerwy czasem długie i czasem jak patrzę, na to co pospawalem, to aż się odechciewa. To k**wa prądu nie mogę dopasować, to ciągnę spaw - wydaje się, że idzie ok, a jak obstukam go, to taki k**wa porozlewany, że aż żal zmarnowanych elektrod, to znowu muszę kombinować, żeby najlepiej na płasko był materiał itd itd. Niby wiem co i jak, ale jakoś to ni ch*ja nie wychodzi. Jeszcze takie pierdoły co robię to tam ch*j - tam się obszlifuje, tam się poprawi, tam w niewidocznym miejscu i trzyma się wystarczająco kupy, a jak ktoś nie wie gdzie patrzeć, to powie że nawet spoko. Ale jakby ktoś bardziej ogarnięty na to spojrzał, to chyba za głowę by się zlapal. Jak pomyślę, że coś trudniejszego miałbym robić, niż te pierdoły co sobie lepie, to dochodzę do wniosku, że jednak się do tego nie nadaje (choć lubię) . Taka tam przydluga (a to ci niespodzianka) refleksja mnie naszła przy okazji ostatniej roboty.
A w ogóle jeszcze w temacie spawania - jakie macie zaciski masowe? W starej, kupionej od wujka, miałem taki przykręcany. W swojej mam zwykłe "szczypce", ale pierwsze co były że spawarka to jakiś żart, potem kupiłem jakieś duże, niby polskie itd, a też mocno średnie. Zastanawiam się czy by nie kupić magnetycznego, ale nie wiem, czy to to będzie praktyczne 🤔