To pytanie o to jak on to obrabiał było bardziej z tych retorycznych - nie mam 15 czy 20lat i wystarczająco dużo się po tej glinie naskakalem 60tka z bronami, żeby wiedzieć ile zdrowia i czasu to kosztowało.
Fakt faktem - kiedyś na wszystko był czas, pomimo małych maszyn i większej ilości wszelakiej zwierzyny. Tylko kiedyś też w domu siedziały 3, nawet 4 pokolenia i pracowali wszyscy. Każdy miał swoją robotę. Teraz jak pojadę w pole, to już innej rzeczy w tym czasie nikt za mnie nie zrobi.
Ale jak jeździ się po ludziach, to tego mi bardzo brakuje - tego, że życie tak wolniej leciało. Ale w niektórych miejscach nadal tak jest.
Co do ognia w d*pie, to mam takiego znajomego - zawsze musiał być pierwszy z każdą, dosłownie każdą robota. Ja robię jak mi czas pozwala. Nie żyje z gospodarki, to nie mam ciśnienia, ale też chciałoby się żeby jakieś efekty ta praca przynosiła, a nie była tylko drogim hobby.
To ja zostawiłem 60 i 7012, bo ursus bez kwitu, dużo rzeczy do zrobienia to szkoda sprzedawać, a zetorek to ojciec nowego kupił, to żal. Po zakupie dużego zetorka małymi nie robię praktycznie nic. W 60 zrobiłem część rzeczy, padła kolejna - stoi chyba drugi rok nieużywana, tylko przestawiam z miejsca na miejsce. 7011 zrobiony silnik, skrzynia, nowe opony, wszystko przejrzane - padła przekładnia - rok stoi nieużywany. No i powiem, że nie brakuje mi w pracy żadnego z nich 🤷 zobaczę jak z kasa wyjdę, może ten orbitrol mu założę, to ożyje.
U nas tak naprawdę dopiero zaczęli ruszać. Widziałem znajomy świeże koleiny poryl, wujek w rzepaku też świeżo wjechane. Ale to pojedyncze przypadki