Szybko poszlo - zasypalem ciut saletry zobaczyć jak szeroko rzuca, odpaliłem - k**wa coś tłucze. Chodzę, zaglądam ruszam - pierścień od sprzęgiełka przekładni się rozpierdolil. Jakieś dwa na zapas mam, to wymienię to rozsypane i jedno najgorsze i zamówię resztę.
Oczywiście przy kupnie był odpalany, w domu kilka razy go odpalałem -w tym wczoraj i nic. Pierścienie widziałem, że nie są nowe, ale też nie było jakiej chyba tragedii, a tu jebbbb. Choć w sumie lepiej teraz, niż na polu. Wczoraj ten łeb, dzisiaj to - chyba naprawdę jasne znaki dostaje, żeby się nie spieszyć 😅 zaraz spadam z córą, to i tak po południu jak wrócę, to zrobię te przekładnie i może zasypie rozsiewacz, bo ma być słońce i plus, więc penmwnie będzie błoto.
W ogóle na ile najdłużej zostawialsicie saletrę w rozsiewaczu? Bo jak by dało radę, to jutro z rana bym ruszył, ale pokazują w nocy już że może padać, a rano to już napewno - i to dość sporo śniegu, to nie wiem czy da wjechać, także nie wiem jak długo będzie musiał stać ten nawoz