Wiatraki to "złoty interes" - wszyscy inwestorzy tylko czekają, aby państwo, czyli obywatele, dopłacało. Już teraz można budować , kwestia tylko, że na zadupiach nie ma sieci. A inwestorzy nie chcą wydac nawet jednego euro ponad to, co muszą. Gdyby w ustawie zawrzeć zapisy, że inwestor wiatraka buduje sieć przyłąceniową do najbliższego węzła, który może przyjąć planowaną moc, do tego deponuje 100% kwoty utylizacji urządzeń w specjalnym funduszu kontrolowanym przez na przykład Ministerstwo Klimatu - to nawet czary mary nie pomogą. Przy takiej kalkulacji okaże się, że OZE nie może konkurować ceną z innymi źródłami. Ja nie jestem za węglem, ale nie dajmy się ogłupiać "statystykom". Baza energetyczna musi opierać się na źródłach, które zagwarantują moc potrzebną użytkownikom przez 365 dni w roku 24h/dobę. Akurat wiatraki moim zdaniem są lepsze niż fotowoltaika w tym względzie, ale też nie gwarantują produkcji przez cały rok.
Jeśli to ma być taki złoty biznes , że inwestorzy tylko przebierają nóżkami - to niech parlament zatwierdzi podstawy - te 500m od budynków. Zastanawia mnie - dlaczego ludzie mogą mieszkać 500m od wiatraka, ale już ptaszki i inne zwierzątka w strefie Natura 2000 już 1500 albo 2000. Człowiek nie świnia, zniesie wszystko ??