Gdy zmarł papiez Jan Paweł II, w mojej parafii do kościoła przyszli wszyscy, którzy mogli chodzić, nawet świadkowie Jehowy się zjawili, żeby uczcić tego wielkiego Polaka. Ksiądz proboszcz, jak to zobaczył, to się po prostu rozpłakał.
Z obecnym proboszczem pewnie przyszłoby kilka osób z kościelnego betonu, może radni parafialni. Reszta ma na niego takie uczulenie, że jak niemusi, to nie chodzi do kościołą. Na mszach było po 800 osób za poprzedniego proboszcza, teraz jest po 80-100
Biskup nie widzi, albi nie chce widzieć, że tak się niszczy kościół bez ingerencji z zewnątrz