Wyjeżdżam na dłużej i chciałem pod te nędzną pszenicę rozsiać jeszcze ten azot, żeby mieć już spokojna glowe. Przyjechałem na wieś, kosze podwórko - idzie jedna chmura - no to szybko rozsiewacz do ciągnika i czekam - przeszła jakiś kilometr od pola. Kosze dalej - grzmi. Patrzę - z drugiej strony pola idzie czarna chmura, grzmi, błyska..idzie..idzie..i poszła z drugiej strony dosłownie z 500m od pola. Dobra kończę kosić i się zawijam - ale idzie trzecia chmura, no teraz już centralnie na moje pole. No to nawóz w rozsiewacz i pojechał. Jestem na polu, w koło czarno, pioruny walą, że strach z ciągnika wysiadać. Rozsialem połowę - z jednej strony pola leje, z drugiej strony pola ściana deszczu, a nade mną się k**wa rozpogadza. No mysle, nie wierzę, k**wa, nie wierzę. Aleeeee nie wyszła z zza drzew czwarta chmura i z niej już powolutku, powolutku, po kropelce i coś tam się rozpadało - z pół godziny taki spokojny deszcz pada jak narazie. Co prawda pszenica nędza przez ten okres suszy, także i tak nic mniej nie bedzie, takze wszelkie inne zabiegi odpuszczam, ale co mogłem, to zrobiłem, więcej inwestował nie będę. Na pogodę nic już się nie poradzi 🤷 w ogóle 3klasa ziemi, pszenżyto w tamtym roku eleganckie, a pszenica teraz taka, że gola ziemię widać miejscami