Ostatnie dni napieprza wiatr. Rozmawiałem wczoraj z chłopakami z takiego ponad tysiąc hektarowego gospodarstwa, to mówili, że część nawozow rozsiali, a część czekaja. Od dziś miało już się uspokoić.
Wczoraj wieczorem już było względnie, to poleciałem w pszenżyto, a myślę dziś rano przed robotą załatwię pszenicę, albo przynajmniej połowę, gdzie jest względnie sucho żeby przejechac na spokojnie, a potem jutro przed pracą będę się bawił z mokrymi miejscami. No i wstałem po 4. Spilem kawę. Wychodze po 5 na dwór i co? I według prognoz wczoraj wiało ~10m/s, a dziś miało być ~5m/s. Ale jakimś cudem wczorajsze porywy zdają się dwa razy słabsze niż to jak teraz wieje jednostajnie 🤦
Dzis ma być słonecznie i ponad 10st, wiec pewnie już ładnie przesuszy wierzch 🙄
Wczoraj w pszenżycie, to tak miejscami elegancko - po wierzchu ziemia fajnie wilgotna wszedzie, a w ścieżkach tylko tyle błota, co tam trochę protektor wyrzucił spod siebie. Ale miejscami, to ledwo uciekłem. I to tak różnie - w jednym miejscu, gdzie naprawdę od zawsze było mokro i się cykalem czy przejadę, specjalnie jechałem tam z końcówką nawozu, to ledwo się ślad odcisnął, za to w innych, gdzie nigdy nie było problemu, to koleiny w cholerę.