Skocz do zawartości

daron64

Members
  • Postów

    7855
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez daron64

  1. U mnie przy bronie aktywnej 2.5m, nowe zęby, packer, siewnik dość lekki (wchodzi 200kg zboża) podnosi bez problemu, uciąg bez problemu, ale czuć, że przód się bardzo mocno odciąża jak podniosę zestaw, skręcanie (zwłaszcza pod górkę) już robi się problemem (mówię o złożonym zestawie). Tzn może nie problemem, ale czuć, że przód słabo styka z podłożem i troszkę go pcha, a ciągnik 6garowy.
  2. Wujas ma 7 łap unii na sprężynie to mówił, że zależy jaką gleba, że miejscami 1614 ma ciężko jak zapierniczyl gleboko
  3. To ile Ty masz lat, że aż ze starszym pokoleniem musisz rozmawiać? Ja mam prawie 40 i nawet ja pamiętam jak duża różnica w pogodzie była jeszcze za dzieciaka, a teraz
  4. Na tym zdjęciu to wygląda nawet na w ch*j masywny
  5. Północny wschód 25 październik najpóźniej. Ale u mnie było wtedy wyraźnie słabsze od sianego wcześniej - nie że było staranie chujowe, po prostu gorsze. Ale dużo osób tu siało późno - koniec października, listopad i mówili, że było ok
  6. Miałem bęben. W pierwszym sezonie skakała mi temperatura oleju strasznie. Oddałem obie chłodnice do warsztatu + jeszcze od Zetorka wtedy. Połatali, niby wyplykali czymś w środku. Potem o moim bizonie można było powiedzieć bardzo dużo złego, w zasadzie o kazdym jego elemencie, ale napewno nie to, że z bębnem miał problem z temperaturą - ani razu już ani temperatura oleju, ani wody nie była wysoka. Na samym bębnie wymieniałem też łożysko. Chodziło to wszystko elegancko. Znajomy co mi lexem kosił, to ja wiem 🤔 z 15min trwało moze wszystko od momentu wjazdu na działkę, odpięcie wózka, podjechanie pod heder, zapięcie hederu, podłączenie wszystkiego, opuszczenie sieczkarni, obejść kombajn i wjechać w pole. Jak odpinał, to też dosłownie moment. Nie wiem jaki model lexa - rocznikowo coś chyba koło 2005, heder 9m.
  7. A ja chciałem poczekać z ooryskiem aż wszystko wyjdzie, a tu kurcze ostatnio przejeżdżałem koło pszenżyta - to dalej chujnia. Podjechałem też na pszenicę siana dwa dni po pszenżycie, to w ogóle jakiś dramat - tylko na najlżejszej ziemi powychodziła, na reszcie pola czarno - nawet zielsko nie powschodzilo, a jutro mina dwa tygodnie od siewu 😐 także będzie chyba oprysk bardziej doglebowo
  8. I sam dobrowolnie pisze o tym na publicznym forum. No i to jest duży problem tego forum. To, że krytyka, czy szydera (jakbyś dłużej siedział w tym temacie, to wiedziałbyś z czego ona wynika) jest odbierana bardzo często od razu jako napaść. Mam zwykle opony i zamykam po 3. Przy dwóch była lipa - minimum oprysk jesienny, 2xN, T1/R1/odżywki, a czasem + kizeryt, T2, a R1 z odżywkami oddzielone od T1, poprawka herbicydem i i tak z tego jednego mniej wyłączonego rzadka nic nie zostaje. Szczerze to nie pamiętam jak to wyglądało w oziminie zanim zacząłem robić ścieżki, ale np w owsie to, gdzie w sumie szło pogłowie tylko N1, herbicyd i przy większym nawożeniu R1, to w śladach przejazdu było w żniwa zielono.
  9. Chyba zapomnieliście kto to pisze 😅
  10. Jak zawiedzie, co nie zrobi? Czy Ty właśnie skrytykowales własny sprzęt? Bój się Boga 😅 Nawóz nawozem, ale np jak się np nie ma znaczników przedwschodowych a coś się pryska przedwschodowo, to nawet chyba spoko opcja
  11. Na moje to ważniejszy stan przekładni
  12. Nieeee, nie bawię się w takie rzeczy. Zwykle poprzeczniak wychodzi mi na jakieś 4 przejazdy. W sumie zostawić większy byłoby całkiem spoko - na esktra ze dwóch - trzech przejazdach poorzeczniaka i tak nie stracę tyle czasu, co na cofaniu po każdym dojechaniu do końca
  13. Dokładnie. Tu masz na pierwszym zdjeciu jarą pszenicę z tego roku. Wschody fajne, potem po oprysku nie było mnie półtorej miesiąca w domu i zielsko odbiło i zagłuszyło większość - sprzedaje ją teraz po ludziach na worki - może uda się, żeby za kombajn się choć zwróciło, bo reszta nakładów wszystko strata. Takze od siewu, do zniw daleka droga i wschody nie są gwarancją niczego (choć wiadomo, że fajniej jakby były dobre). Dla odmiany drugie zdjęcie to wschody pszenżyta z tamtego roku - na czarnych placach już nie dogoniło reszty zboża.
  14. Wiem, ale nie miałem nic innego, a musiałem go odpalić. Spalanie spalaniem, ale jak zetorkiem bez napędu, czy 60 to pewnie że 3h oralem hektar, potem zetorkiem z przodem 2h, a teraz casem 1h 30min - jakbym nie miał tak długich poprzeczniakow, to pewnie i do 1h15min by się zblizyl, bo na dłuższym polu gdzieś tak mi się kręciło (bez poprzeczniakow)
  15. A skąd mnie to wiedzieć. Nie wiem jak tam wygląda zamykanie sciezek. Ja mam starego nordstena i zamykałem ręcznie do teraz. Dopiero na przyszły sezon będzie silownik
  16. Chłopaki to są w agencjach Ale fakt, chyba starczy juz tego offtopu.
  17. Jest jeszcze jedna kategoria (tak mi się przynajmniej wydaje) - ludzie, dla których komuna to były lata młodzieńcze i dlatego mają do tego okresu sentyment. Za komuny, to robiła prababcia, dziadki, ojciec z rodzeństwem, potem jak dorośli, to rodzeństwo poszło w świat, ojciec został i doszła do tego mama, a potem ja z bratem, ale za komuny to kilka lat mieliśmy, także my w 90latach zaczęliśmy coś robić. Ale tak jak mówisz - kasa była (przynajmniej u nas to dopiero jak ojciec przejął wszystko, bo dziadek miał inne priorytety), ale bylo to okupione ciężka tyrką całej rodziny. Co z tego, że było za co kupić, jak nie było co kupić. Ziemię udało się kupić (te skurwiala glinę), która ojciec musiał obrabiać całe życie 60 i zetorkiem bez napędu, bo nie dostał na coś z przednim. Dom dopiero pod koniec komuny zaczął stawiać, a tak to 4pokolenia siedziały w 3pokojach. Auto nowe faktycznie - polonez. Wakacji nikt nigdy nie widział. Poza dziadkiem, nikt nigdzie nie jezdzil. My za dzieciaka też nigdy nigdzie nie byliśmy. Jakby nie wycieczki ze szkoły, to człowiek nic nie widział. Jedyny plus jaki widzę i o jakim mówili rodzice/dziadki, to relacje międzyludzkie inaczej wyglądały. Jeszcze ja, jak się gówniarzem było, to zawsze ktoś zajechał, to z rodzicami się gdzieś pojechało, to z wioski coś wspólnie ludzie robili itd. Teraz ze wsi nie ma opcji żeby do jakiejś wspólnej pracy zebrać ludzi, żeby do kogoś zajechać, to trzeba się miesiąc wcześniej umówić, o ile znajdzie się termin, który każdemu pasuje itd. A u mnie ojciec zawsze mówił, że najpierw pokończyć szkole, zrobić studia (to jeszcze były czasy, gdy dla jego pokolenia studia nie były czymś oczywistym i w teorii dawały większe możliwości), znaleźć sobie dobrą robotę, a jak będą chęci, to można wtedy po godzinach sobie te hektary obrobić.
  18. Mały update. Prace polowe na ten sezon skończone. No prawie, zostało popryskac, ale to już mogę i zetorkiem. Tak czy siak z tegorocznych prac spalanie: orka (było sucho) ~17l/ha, talerzowka ~7-8l/ha, siew agregatem aktywnym (dość płytko) dokładnie nie zmierzyłem, ale wyszło poniżej 10l/ha. Z minusow, oprócz tego ciśnienia - ostatnio w nocy było koło 0 i rano prawie nie odpalił. Poszło bardzo dużo samostartu. Muszę oprócz tego ciśnienia chyba porobić te grzałki i świece zarowe. No i napewno ta pompa. Ale to wszystko po dopłatach dopiero. Wczoraj koło 12w dzien (w nocy przymrozek, w dzień było poniżej 10st) odpalił bez problemu bez niczego.
  19. Mam nadzieję, że tu tak źle nie będzie. Jutro w nocy ma coś padać, a potem powoli na się ocieplać i w przyszłym tygodniu powyżej 15
  20. Czytając to, co piszesz, można odnieść wrazenie, że zdajesz się być przekonany o własnej zajebistosci - tylko Ty tutaj ciężko pracujesz i masz, a inni tylko narzekają i się z Ciebie naśmiewają. Być może wrażenie jest mylne, byc może moja ocena jest niesprawiedliwa, ale tak to z boku wygląda. 👇 Kilka takich pasów mam. Przy czym jeszcze dwa dni temu było tu prawie całkowicie łyso. Dziwne tylko to, że o ile zrozumiałbym żeby to było placami, jak na glinie, a tu jest pasami, gdzie, przejazd w jedną czy w drugą stronę normalnie jest. W niektórych miejscach pasuja pasy pod miejsca gdzie szło koło siewnika, ale w innych kompletnie do niczego jest to niepodobne. W innym miejscu mam z kolei jak odcięte od linijki - kawałek już takie spore zboże a zaraz obok łyso prawie zupełnie. Z daleka wygląda jakby po prostu nic nie powschodzilo w tym miejscu.
  21. Czy dotyczy to kręgów w jakich się człowiek obraca? No nie wiem. Na siłę nie będę szukał bogatych znajomych. Wszyscy naprawdę bogaci, jakich znam, to ludzie którzy albo dorobili sie w okresie po transformacji, albo jeszcze później. Ani jednej osoby, nawet której bym osobiście nie znał, nie jestem w stanie wymienić, która by się dorobiła z ziemi za komuny. Przy czym mówię, tak jak wspominałem, o takich zwykłych rolnikach, nie i takich jak np znajomego rodzice oprócz ziemi mieli firmę i potem głównie z kasy z niej rozwinięte zostało gospodarstwo. Już nie liz się tak po własnych jajcach. Nie zostałeś nazwany młodym gniewnym bo jesteś pracowity, tylko bo podawałes wyliczenia, w które pozostali wątpili. A wątpili nie dlatego, że są zwykłymi narzekaczami, tylko dlatego, że na forum trafiają się regularnie bajkopisarze, tacy co to wszystko najlepiej wiedzą, najlepiej robią, najlepiej na wszystkim wychodzą itd. Nie ma to nic wspólnego ani z tym ile kto narzeka, ani z tym ile kto pracuje. Ojciec takim sposobem nie dostał ani ciągnika 4x4, ani kombajnu. Tak to fajnie było bez znajomości. Powiem Ci, że jak przestałem chodzić codziennie na obrządki i już tylko z doskoku przy bydle robiłem (tzn chodzi mi o takie codzienne obrządki), to któregoś razu wykąpałem się (nie że ręce i pysk, tylko normalnie prysznic), przebrałem, pojechałem do domu, siedzę i czuję, że coś śmierdzi - dopiero po chwili doszedłem, że to ja. Dopiero jak dłuższy czas nie robiłem przy bydle regularnie, to odzwyczaiłem się od tego zapachu. Tak wtedy pomysłem, że ciekawe ile razy gdzies z kimś gadałem i ktoś sobie pomyślał "ale od niego śmierdzi". A tak kończąc off top - byłem dziś te pszenżyto jednak zobaczyć, no i w kilku miejscach ewidentnie lejki były przytkane, ale to tam detal. Te pasy, co nie powschodzily, to grzebałem w ziemi i ziarno jest, ale dopiero kiełkuje. Czemu? Gdzie w jednym rządku są rośliny, które mają powiedzmy 5cm nad ziemię, a zaraz obok ziarnko dopiero kiełkuje.
  22. Nie znam żadnego "zwykłego" rolnika, który za komuny (mówię o latach 80, bo o wcześniejszych to i rzadko się rozmawiało w domu) się dorobił - żadnego. Nie cytuj postów, jesli ten, na który odpowiadasz, jest bezpośrednio przed Twoim.
  23. A ja odwrotnie - chyba wszystkie maszyny "grubsze" mam kupione na kredyt. Jak mam odkładać kilka lat np na ciągnik, to wolę mieć go już. Przepłacam za kredyt, ale mam coś od razu i kilka lat już nie tłukę się starym. A to też jakąś wartość ma. A druga sprawa, że kompletnie nie potrafię odkładać kasy. Na gospodarce zawsze jest jakaś dziura do zatkania, a tak wiem, że mam kredyt, wiem że musze mieć kasę i tyle. A potem tak jak @kizak napisał
  24. No to dziś męczyłem załadunek zboża. Jest problem, chyba. Z początku szło całkiem nieźle czasowo. Kolesia, który przyjechał po zboże odwiozłem i miałem sobie załadować na spokojnie i jutro po niego podjechać. No i jak go odwiozłem i zacząłem znowu ładować, to zaczęło się pier**lić. Mianowicie: - odpalam dmuchawę - ciąg za***isty jest - wpuszczam w zboże końcówkę - ciąg za***isty, aż samo wciąga końcówkę - po chwili ewidentnie ciąg słabnie - wyciągnę końcówkę ze zboża, chwilę pomieli na pusto i czuć pod ręką, że zaczyna coraz lepiej ciągnąć (pewnie w miarę jak pozbywa się zboża z siebie) - wkładam w zboże i znowu to samo - z początku ciąg za***isty, potem słabnie. Do tego kilka razy zapchalo mi cyklon. Takie coś jakby ten "dozownik" za wolno chodził i nie nadążał odbierać zboża z cyklonu i jak trochę go zasypie, to ciąg słabnie. Napiałem pasek od dozownika, zdejmowałem cyklon i puszczałem na pusto - ani w cyklonie, ani w dozowniku nic nie ma. Zmniejszalem wiatr, zwiększałem wiatr - bez rezultatu wyraźnego rezultatu. Lewego powietrza raczej nie łapie, bo wtedy chyba i na pusto by słabiej ciągnęła. No i teraz - coś może być tego przyczyną, czy po prostu taka to ma w praktyce wydajność? Choć ciężko mi w to uwierzyć, bo z początku roboty mam wrażenie, że dużo lepiej ciągnęła niż później - tak patrząc po razy drzwi objętościowo, to szla na lekko ponad godzinę na przyczepę ~14-15m³. A potem jak zaczęło się pier**lić to zeby Wam nie skłamać druga przyczepę to grubo ponad 2h trwało 😐 Odległość jak na foto - cześć ssawna wąż giętki 10m + rura 2m. W linii prostej ciągnęlo z jakichś 8m. Cześć, gdzie pcha, to rura 2m po ziemi, kolanko, rura 2m w pionie i dwa kolanka (później zamiast dwóch kolanek to kolanko + cyklon) Raczej nie. Mam tak z nią od początku. Odpalę i buczy dając bardzo słabe ciśnienie. Po chwili zaczyna dawać normalne. Ale potrafi też tak się zrobić w trakcie pracy - normalnie chodzi i nagle ciśnienie spada, czasem puszczę spust i przycisnę znowu, to zaczyna normanie chodzić, a czasem po prostu na kilka sekund słabnie i znowu zaczyna normalnie. Sorry, że dopiero, ale nie zauważyłem, że pisales
  25. Do końca roku mam kredyty, a do tego jeden budynek, gdzie składuje zboże muszę odsłonić, bo będą nowe bramy. No i przy moich ilościach, to wolę mieć sprzątnięte i z głowy. A z tym siewem, to poczekam kilka dni i pójdę obejrzeć co tam się stalo
×
×
  • Dodaj nową pozycję...
v