Obudziłem się koło 5, słysze ptaszki cwierkaja, opadów nie słychać. Wkurwiony dalej zasnąłem. Ale wstałem po 7, patrzę przez okno, to pod blokiem płyty mokre. Jechałem do domu, to tak pod drzewami miejscami sucho, a w innych miejscach kałuże (małe). Dojechałem do domu, to asfalt mokry, ziemia zmoczona. Matula też mówiła, że po 5 wstała to już nic nie padało.
Na pole nie idę. Ostatnio zaglądałem tam tylko jak jechalem na drugie pole, to patrząc wzdłuż to tak jak na tych ostatnich zdjęciach to wyglądało - ch*jowo, ale jakby się poprawialo. A jak wjechałem wczoraj z rozsiewaczem, to patrząc od góry, czy w poprzek pola, to jakiś k**wa dramat. Naprawdę, jakby nie to, że wyprulem się z kasy, to powinienem to zlikwidować. Jeszcze pewnie parę razy to napiszę w tym sezonie. Ale plan mam odpocząć psychicznie i do maja już tam nie chodzic. Zabiegi napewno zakończyłem już na ten sezon, ani złotówki tam nie wrzucam już w to pole.