Będzie elaborat. Sorry.
Najgorsze, że licząc od od końca:
- rzeczka do której spływa cała woda - miejscami za***ana, znajomy robi w wodach, to mówił, że nie ma opcji żeby znaleźli pieniądze na coś takiego. W ogóle jak rozmawialiśmy o tym, jaką mają kasę do rozdysponowania, to śmiech.
- drena, która odprowadza do rzeczki z ostatniej studzienki - drożna
- ostatnia studzienka - spierdolony dopływ - nie zrobiony "odstojnik" i moment zapycha wlot z
- przed samą studzienka rozlewisko z jakimiś płytami betonowymi, kręgami i ch*j wie czym jeszcze - właściciel działki kiedyś chciał spiętrzac wodę, potem to zostawił i jest taki rozpierdol, ktory wyplyca i zwęża odpływ z
- rów - idzie w wąwozie, pomiędzy wzniesieniami. Poprowadzony byle jak, płytki, krety, jakieś zakola ch*je muje, między drzewami, miejscami zwężony na 30-40cm średnicy. W wąwozie mokro, koparka to albo w dobry mróz, albo w bardzo suche lato. Tak naprawdę trzeba by go było wykopać całego na nowo. A jest go myślę łącznie dobre 200-300m. No ale jakoś trochę odbiera wodę z
- wylot że studzienki - właśnie tam kopaliśmy rów (z 50m), dokąd koparka dała radę dojechać, bo dalej bagno, no i z tej studzienki wychodzi drena chyba 300 i przechodzi w ten rów. Wyjście ze studzienki było za***ane, sam wylot poniżej poziomu starego rowu. To jest odkopane tak że odbiera wodę z
- ostatnia przed rowem studzienka - z mojego pola drena widzę odbiera iwpada do niej (z tego miejsca mi nie zalewa), wpadają jeszcze dwie dreny i ni ch*ja nie są drożne
Żeby dojść do mojego pola, trzeba przejść jeszcze przez kilka studzienek. Z czego oczywiście części nie ma na mapie, cześć w terenie jest inaczej poprowadzona niż na mapach.
Łącznie licząc od tej ostatniej, przed rzeczka, studzienki jest minimum 4 właścicieli, z których jeden to ten co się do koparki nie dołożył, drugi z tego co wiem groszem nie śmierdzi i napewno nie będzie się chciał dołożyć, trzeci to ten miastowy, ktory tu nawet nie bywa i czwarty, to sąsiad, który wypasa bydło i stojąca woda mu raczej pasuje. Tylko mi zalewa co roku zboże.
No i weź tu spróbuj się zgadać z ludźmi, żeby się złożyć, wynająć sprzęt i spróbować to ogarnąć. Teraz będę chciał się pokontaktowac po kolei ze wszystkimi, czy uda się ugadac i wtedy z jakimś mrozem chyba próbować robić. Ale czy to się uda w tym sezonie? Ciężko powiedzieć. Jak nie będzie chcecie z ich strony, to pisma pisać, a tego nie lubię, bo po ch*j się konfliktowac z ludźmi.
Niby dużo mi nie zalewa, ale myślę, że tak jak ostatnie lata, to dobre pół ha. To jednak jakby nie patrzył, to są powiedzmy 3t + utrudnione zabiegi + zmarnowane paliwo i materiały teraz na uprawę i siew. Rok w rok.