U nas indywidualnie w zasadzie mało co kupują. Był bum jakiś zaraz po wejściu do unii, gdzie pobrali wszystkie ziemie, co jeszcze po pgr leżały (ludzie chyba myśleli, że zawsze będą leżeć "niczyje", więc po co kupować). Ale to raczej takie już przedsiebiorstwa. Potem drugi bum, gdzie miastowi chcieli pieniędzmi obrócić i często działkę, to przy kupnie widzieli, albo i nie. No i jak ktos dzierżawił, to trochę osób powykupowalo. Ale sporo sprzedaje. Ostatnio wystawił koleś, który wziął ziemię min od sąsiada, który przeszedł na emeryturę. Nie wiem po ile płacił, ale teraz ma wystaione po nieco ponad 40k i chętnych brak - ale kto kupi 20ha starych tuzow w kilku działkach, gdzie oprócz natury jeszcze jakiś obszar chroniony i nie można ich zlikwidować?
Inna działka po rodzinie kiedyś była na sprzedaż. Cenę dosłownie śmieszna - kilka tysięcy za ha, tylko trochę zadłużona, ale nie były duże długi. Ojciec najpierw myślal kupić, bo bezpośrednio z naszym sąsiaduje, ale zrezygnowal, bo mówił, że będą potem pier**lić, że na ich ziemi się dorabia 🤦 z perspektywy czasu, trochę żal, ale z drugiej strony, to taka rodzina, że i faktycznie by tak mogli pier**lić (przynajmniej część z nich), to może jednak spokojna głowa ważniejsza niż te parę ha. Koniec końców kupił to jakiś warszawiak, a wypasa to sąsiad swoim bydłem. Kiedyś ktoś chciał numer do tego warszawiaka, bo chciał kupić, to sąsiad nie dał 😅