Nie dość, że patola, to jeszcze i kryminalista 😄
Dla milicji też. Chłop może i zrozumie, że diagnosta spieprzył, ale co zrobi na drodze, jak w systemie wyrzuca inną wartość.
U nas nigdy. A czasem przyjeżdżałem upierdolonym, a czasem prosto z myjni.
Wiesz, tak w sumie trochę rozumiem. Ty przyjeżdżasz raz na rok na przegląd, a on dziennie może po parędziesiąt przerabia i tak jak któryś raz z rzędu wchodzisz w kanał i Ci na leb leci, to coś może strzelić w człowieku
Ja kiedyś (że 2lata temu) kia polowicy pojechałem na zbieżność, to mi powiedział, że nie zrobi, bo za nowe auto (2008r) 😛 Spytaj na innej stacji po prostu.
A po przeglądzie będzie wypadek, Twój błotnik utnie komuś głowę i potem eksprlertyza, że element nie jest fabryczny, sam założyłeś. No i diagnosta jeszcze po d*pie, że dopuścił do ruchu. Tak wodze fantazji tylko popuscilem.
To, że trzeba jeździć, to uważam że dobrze. Pierwszy przegląd po zakupie mój ciągnik przeszedł stojąc na lawecie w drodze do mnie. Diagnosta tylko numer sprawdził. Pytał jaki przebieg. Powiedziałem - a wpisze pan z 7k mth muszę zobaczyć ile tam teraz jest, bo chyba nie chodzi w ogóle.
U nas w łapę to nie. Ale juz np jak Cię zna to części rzeczy nie będzie sprawdzał, albo przymknie oko. Np kiedyś parę razy jezdzikismy na stację, bo polowicy to tam stuka, to tam skrzypi i żeby rzucił okiem. To na przeglądzie już nas kojarzył, to po łebkach tylko. Przyjechałem raz młodszym (w sensie 11letnim 😛 ) autem przed zamknięciem zakładu, to w sumie tylko je pooglądal. Przyjechałem starszym, to dziad jeszcze sondę w wydech mi pchał (benzyna). Mówię to znajomemu, a ten że u niego wie, żeby nie pchać sondy, bo nie ma kata. I tak o te przeglądy wyglądają.