Moja połowica tak panikuje, że pojechałem na wieś, siedzę w garażu, bo już słuchać tej paniki nie mogę. Jest na opiece nad małą to tylko siedzi i czyta wszystkie rewelacje, a im gorsze wiadomosci, tym bardziej w nie wierzy.
Najlepsza sytuacja u nas w robocie - codziennie na zmianie jest powiedzmy kilkadziesiąt osób z biurowcami - nikt z przełożonych nawet nie pomyślał, żeby może badać choć te temperaturę przy wejściu. Żadnego polecania żeby ograniczać kontakty z ludnością - nawet ilość takich kontaktów się zwiększy, bo więcej ludzi wyjeżdża w teren.
Moim zdaniem służby powinny mieć porobione testy już dawno - w razie jak jedna osoba do roboty to kurestwo przyciagnie, może to narobić niezłego bajzlu. Płyn do dezynfekcji tylko w niektórych toaletach, ostatnio tylko za małe rękawiczki, a maskę kolega dostał od strażaka, bo u nas też nie było. Teraz chyba są już, ale generalnie widzę, że szefostwo dość lekko podchodzi do całej sytuacji. Jeszcze wchodzisz do roboty - ileś drzwi musisz przejść, przez które te kilkadziesiąt osób codziennie przechodzi, bierzesz sprzęt, który codziennie przez ileś rąk przechodzi, bierzesz auto, którym codziennie kto inny jeździ. A nie widziałem żeby sprzątaczki choć klamki czymś czyściły (nie mówię że tego nie robią). W terenie oczywiście nie ma czym rak zdezynfekować, jeśli nie masz swojego, bo firma nie daje dla ludzi wyjeżdżających w teren.