Niestety, ale tak jak piszą - trzeba się postawić. Wiem, że to tak łatwo się radzi drugiej osobie, ale takie sprawy trzeba wyjaśnić, bo psychicznie się zameczysz. Trzeba mu powiedzieć wprost, że gospodarstwo jest wasze i jak chce to może, po spytaniu Ciebie, albo żony, coś pomoc. A jak chce dalej dyrygować wszystkim, to Ty idziesz do normalnej roboty, a on niech robi z ziemią co sobie chce. Wóz albo przewóz, albo wszyscy bedziecie się męczyć.
Teść teściem, u mnie z ojcem też się wiecznie zarlismy. Co prawda zęby się zaciskało i robiło, ale wiecznie wojna. Tak myślę, że jakby ojcu się nie zeszlo, to chyba nie doszlibysmy do porozumienia i bym na gospodarce nie został.
Ojca nie ma. Matka ma parę swoich krówek, przy których chodzi, żeby mieć zajęcie. Do niczego się nie wtrąca. W zasadzie poza obrobieniem bydła nic jej związanego z prowadzeniem gospodarki nie obchodzi. Tzn nie w negatywnym znaczeniu, że ma "wyjebane", tylko ja wszystko ogarniam i ona nie musi. Ale często sobie myślę "czy mi to w ogóle potrzebne do czegoś?" Coraz częściej odpowiedź brzmi, że niekoniecznie. Ale człowiek głupi. Ojciec całe życie gospodarce poświęcił, to bym sobie nie wybaczył, jakby to w rozpierdol poszło.
Potem rozwinąłem ta myśl. Długo czytam, szukam, oglądam, zanim zacznę jeszcze na poważnie szukać. Jak już mam pieniądze w ręku, to raczej szybko sprawę załatwiam.
O totototo. To tak łatwo się ocenia kogoś, ale zobaczymy jak sami będziemy (mam córkę tylko) w takiej sytuacji.
Z początku mieszkaliśmy u teściów i naprawdę złego słowa nie mogę powiedzieć. Ale jakby nie patrzył, to jest mieszkanie u kogoś. Jacy by dobrzy nie byli, to nie jest "to".
U nas w gminie też taki był. Super gospodarka. Stary mówił, że żal będzie oczy zamykać, bo wie, że syn wszystko ro***erdoli. Minęło kilka lat od śmierci dziadka, gospodarki nie ma, młody wyprzedał wszystko, kasę przepil i wyjechał do miasta.