Ku potomności.
Wszystkie przewody były podpięte. Sprawdzałem prąd - wszędzie dochodzi. Żarówka była spalona. Podmienilem z innej kontrolki - nie świeci (prąd dochodzi jak sprawdzałem miernikiem). Okazało sie, że przewód, który idzie na alternator gdzieś jest przerwany. Pod deska rozdzielcza idzie na kostkę i w kostce łączy się z drugim, który wchodzi w wiązkę i wychodzi aż przy alternatorze dopiero. Sprawdziłem ten odcinek od kostki do alternatora - nie ma ciągłości. Nie wiem czy łączony jest gdzieś na srodku, co tam z nim się mogło stać, tym bardziej, że nic nie było przy tym grzebane - chyba że mechanik coś tam na siłę robił.
Wziąłem nowy kabel i do masy złapałem - żarówka zaświeciła. Połączyłem go z alternatorem - żarówka zaświeciła. Odpaliłem - zaświeciła, po dodaniu gazu zgasła. Na alternatorze jest 14.2x - niezależnie od obrotów.
Pytanie mam tego typu - czy ten przewód musi być gruby? Bo tu widzę, że szło oryginalnie 2.5, a może i grubszy. W domu mam 1.5 i 2.5