Jeszcze żadna armia nie poradziła w sobie w wojnie obronnej, zwłaszcza takiej dłuższej niż słynne 14 dni Francji w 1940 roku, bez zasobów ludzkich i właśnie "pospolitego ruszenia", a w przypadku zajęcia terenu przez nieprzyjaciela - partyzantki. Bogatą tradycję oddziałów "milicji obywatelskiej" ma w tym względzie USA, które do tej pory posiada takie oddziały jak Gwardia Narowowa. Wprawdzie nie przewidziane do walki na pierwszej linii, ale też doktryna USA do tej pory nie zakłada, że ktoś może ich zaatakować na ich terytorium, co myślę, szybko może się zmienić. Takie "pospolite ruszenie" to nie jest wcale głupia rzecz, a jak pokazuje historia, śmieją się ci, co sami nic nie potrafią wymyśleć, więc się odkopuje pomysły innych.
W te wszystkie sondaże to ja wierzę tak, jak w ostatni sondaż w mojej firmie, który pokazał, że gdzieś tam coś wzrosło o 2%. Normalny człowiek wie, że 3% to granica błędu statystycznego i cieszenie się jak dziecko, że "wzrosło" to szczyt myślenia życzeniowego i ignoranctwa. Albo "u nas spadło, ale nie tak, jak u innych". Tak, że dopóki w USA ludzie nie wyjdą na ulice i nie zaczną wzywac do obalenia Trumpa, to ja w te ich sondaże wierzę tak samo.