Praca na etacie to sztuka układania klocków tak, żeby pasowały, żeby się nie przepracować i dac z siebie tyle, ile płacą. To też trzeba potrafić, bo niektórzy potrafią dymać do upadłego, aż zdrowie zaszwankuje, a pracodawca tylko ręce zaciera. Do ludzi nie dociera, że za najniższą krajową pracuję się jak za najniższą krajową. Owszem, solidnie od początku do końca, ale bez wodotrysków. I tu jest bardzo pomocny ten mem ze spawem za 10zł/h i 25zł/h
Ja kończe pracę zgodnie z grafikiem o godzinie X i nawet mi w d... nie strzyka, aby myśleć o pracy, odebrać telefon z pracy itp. Pracuję - w godzinach pracy. Chcesz się coś dowiedziec przez telefon ze spraw służbowych - w godzinach pracy. Aktualizacja komputera - w godzinach pracy. Szkolenie innego pracownika - za dodatkowym wynagrodzeniem, bo nie mam tego w obowiazkach i "wykracza to poza moje kompetencje". I uwierzcie, to działa. A jak robisz inaczej - jesteś zwykłym naiwnym idiotą.
Chyba, że robisz na swoim i każdy dodatkowy wysiłek to dodatkowe pieniądze dla ciebie. Ja po prostu mam filozofię , że wynajmuję pracodawcy swój czas i zaangażowanie od godziny X do Y , a od mojego wolnego czasu niech się odp..... albo zapłaci.
Dlatego to, co napisał Pioter o pracy na etacie - uważam, że jest to zwykły brak treningu w oderwaniu się od pracy.
Generalnie hołduję hasłu "jest 15, bierz kapotę, pier**l szefa i robotę"
Od takich "zaangażowanych w pracę " cmentarze pękają w szwach. Sztuka dożyć emerytury