@bezbarwny
Słuchaj, krowiarz nie musi się zameldować w oborze na konkretną (co do minuty) godzinę i siedzieć w niej do konkretnej (co do minuty) godziny, może sobie pozwolić że jak jednego dnia doj**ie sobie z robota i jest zmęczony, to następnego wstanie pół godziny później i w oborze będzie też pół godziny później, imprezę może teoretycznie sobie zrobić w jakikolwiek dzień tygodnia, bo wie że nikt mu złego słowa nie powie, jak przyjdzie na kacu do obory. Dla krowiarza nikt nie mówi co i jak ma zrobić i potem nie opierdala go, że zrobił coś inaczej niż jakiś debil, który nie ma o niczym pojęcia, ale jest na wyższym stanowisku, sobie zażyczył.
No tak - piątek, piateczek, piatunio. Bo przecież absolutnie wszystkie etaty jakie są na rynku pracy, to poniedzialek - piątek 8-16. W tym kraju przecież nikt nie pracuje na 3 zmiany, nikt nie rypie tygodniami nocek, nikt nie za***rdala w niedziele i święta, nikt nie robi na 12stki, albo jak jest jakaś robota do zrobienia, to do oporu i od rana do nocy w upale, deszczu i czym tam jeszcze pogoda uraczy. Każdy siedzi tylko w klimatyzowanym biurze i papierki przewraca, a rolnicy są najbiedniejsza i najbardziej pokrzywdzona grupa zawodowa w tym kraju z najgorsza do wykonywania praca..
Jeszcze raz - ja nie bronie trzymania tych krow - jak autor się z tym meczy, to jestem jak najbardziej za ich likwidacja. Ale to trzeba sobie na spokojnie przemyślec, co by się chciało robić, co jest w jakiejś sensownej odległości od gospodarki do roboty. Sprzedać krowy jest łatwo, ale żeby sobie potem nie pluc w brodę, że się wpadło z deszczu pod rynnę.
Z tym, że z niewolnika itd, to żadna Ameryka, ale naiwnością byłoby zakładanie, że od razu znajdziemy super robotę, w której będziemy się odnajdywać i która będzie nam dawała satysfakcję.
Podejrzewam, że po rzuceniu kilku takich L4 znalazłby się jakiś skuteczny sposób żeby się takiego pracownika pozbyć.