Na już nie potrzebuje, na bieżące drobne roboty mam trochę zapasów. Ale w perspektywie na ten rok jest wylewanie wieńca żelbetowego na sporym budynku, trochę nadproży itd., więc sporo będzie trzeba zbroić. Na razie nie mam ciśnienia na szybki zakup, więc obserwuję ceny i okazje.
W sumie to ja mam doświadczenia z Kią 2500 i o niej myślałem pisząc o komforcie. Może w tym modelu jest już lepiej. Tamte miały bardzo słabe wygłuszenie i cholernie niewygodne fotele (wtedy jeszcze dalekowschodnie firmy nie brały pod uwagę, że mieszkańcy Europy są nieco więksi, niż np. Koreańczycy )
Do gospodarstwa ten model niezbyt się nadaje. Chyba, że nie zamierzasz w ogóle zjeżdżać z betonu/asfaltu/kostki. Te malutkie koła z tyłu fatalnie sobie radzą na nieutwardzonym terenie. A ogólnie fajne zwrotne autko na krótkie trasy, bo na dłuższe... cóż, komfort porównywalny z lublinem
Kompresorem 50 litrów to wykorzystasz 20% możliwości tego klucza. Moment zbliżony do nominalnego osiągniesz może przez 2-5 sekund, o ile oczywiście użyjesz porządnych przewodów, a nie tych badziewnych plastikowych spiralek dodawanych do małych kompresorów.
Firma RPV istniała jeszcze całkiem niedawno (na pewno były to już lata dwutysięczne) i nawet był w Polsce importer tych przyczep (swego czasu sprowadzał je Agromet Motoimport, później chyba jakaś inna firma). Nie wiem jak teraz, ale może jest tak nadal, to i części powinny być do zdobycia. Zacząłbym poszukiwania od Motoimportu.
A jak nie znajdziesz, to może prościej, taniej i szybciej będzie założyć oś od innej przyczepy albo np. od rozrzutnika 3,5-tonowego.
Napęd z WOM czego? Bo osie wyglądają na zwykłe, a nie mosty napędowe. Z kolei liczba przewodów wskazuje, że wywrot też jest zasilany z hydrauliki ciągnika.
U nas na podmokłych łąkach, w dodatku użytkowanych jako ekologiczne, ilość paszy bardzo się waha zależnie od warunków. W "normalnych" latach jest lekki nadmiar i czasem kolejne pokosy się mulczuje zamiast zbierać (szczególnie tam, gdzie rośnie gorsza trawa), w suchych jak dwa ostatnie jest w sam raz, a z kolei w tym roku mamy deficyt, bo w wielu miejscach ze względu na podtopienia udało się zebrać tylko jeden lub dwa pokosy.
Poza tym mulczujemy niedojady na pastwiskach.
Ja nie mówię, że były problemy, tylko ile to trwało?
Do dużych powierzchni są mulczery pionoworotorowe, np. Sperhead czy Strom. Szerokość 4,5-6 m przy trzech rotorach, a obecnie nawet sporo więcej (5 rotorów, a są już nawet chyba 7-rotorowe), i większa prędkość jazdy. Poza tym mają znacznie mniejsze zapotrzebowanie mocy na metr szerokości roboczej. 100-120 koni spokojnie daje radę z 6-metrowym nawet na sporych górkach, a prędkość robocza to (zależnie od nierówności terenu i "niespodzianek" w postaci pniaków czy kamieni) do 6-8 km/h. Z poziomorotorowym to kompletnie nieosiągalne, bo nie zdąży "przemielić" zielonej masy.
I dlatego przydaje się mulczer na bocznym wysięgu
Przy tegorocznych brakach paszy takie zielsko jeszcze by się spokojnie zebrało. Zwierzyna by sobie przebrała co lepsze, a reszta na ściółkę.
Powiem tam: mamy Renówki, w których na przodzie są koła 16,9R28 i jeszcze się nie zdarzyło, żeby przód usiadł. Niezależnie, co było zawieszone na przodzie. Najwięcej robi średnica kół, a dopiero na drugim miejscu ich szerokość. Na tylnych osiach mamy koła 520 i 480 i poza tym wyjątkowo mokrym sezonem ciągniki są praktycznie nie do utopienia. Wszystko zależy od gleby, u nas są same torfy, mamy mnóstwo mokradeł (doliny rzek) i wierz mi, że na takich kołach jak Twoje nic byśmy tam nie zrobili. M.in. właśnie to było powodem wyboru ciągników, bo Renie mają bardzo duże przednie koła w stosunku do tylnych w porównaniu do innych ciągników. I uwierz - takie coś jak na tym zdjęciu mamy na 30-40% naszych łąk i normalnie na tym pracujemy. Także w tym sezonie udało się wjechać praktycznie wszędzie.
Bez wspomagania przynajmniej pamięta się o smarowaniu, jak zaczyna ciężej chodzić. Ze wspomaganiem tego nie czuć, więc łatwo zapomnieć i prędzej czy później coś się urwie. Co nie znaczy, że wspomaganie jest złe - do tura jak najbardziej się przydaje, szczególnie przy balonowych oponach. Ale do ciągnika bez ładowacza i na seryjnych kołach kompletnie nie widzę sensu.
Szczerze mówiąc kiedyś myślałem o przerobieniu Trola na zasilanie z hydrauliki ciągnika. Potrzeba "tylko" ciągnika z 4 sekcjami dwustronnego działania (obrót, duże ramię, małe ramię, łyżka) lub przełącznika sekcji, a ten już podraża sprawę i utrudnia operowanie. Z kolei wymiana rozdzielacza na sterowany linkami przez dwie dźwignie dwuosiowe jeszcze bardziej mija się celem z powodów ekonomicznych, że o bloku elektrozaworów z dżojstikiem nie wspomnę - dodatkowo obydwa wymagają wyjścia o stałym dużym wydatku, którego starsze ciągniki nie mają. Zresztą dalej problemem byłaby ergonomia obsługi (maszyna z tyłu wymagająca sporo uwagi przy obsłudze). Miałoby to sens jedynie w ciągnikach z układem "odwrotnej" jazdy, ale jak kogoś stać na taki ciągnik, to raczej nie bawi się Trolem czy Skrzatem.
Prawie jak u nas Tyle, że mamy Trola, ale dopiero po zawieszeniu go na dużej Reni da się dojechać praktycznie wszędzie i poczyścić rowy, przy których od wielu lat nic nie było robione. Najgorsze jest to, że przy pracy w jedną osobę trzeba co chwilę wchodzić i wychodzić z kabiny, żeby kawałek podjechać - nierzadko w takim bagnie jak na zdjęciach.