Państwo nie dokłada do kopalni, tylko do ludzi, którzy przy tym pracują, aby nie wystąpiła tąpnięcie z bezrobociem. Poza tym - po zamknięciu kopalnia nadal wymaga kasy, aby ją zabezpieczyć, odwadniac itp. To też są ogromne pieniądze, może nie mniejsze, niż państwo dopłaca do wydobycia. A te pieniądze będzie musiało znaleźć po zamknięciu kopalni - na zasiłki dla bezrobotnych, wcześniejsze emerytury, zabezpieczenie szybów kopalni, szkody górnicze. Ktoś już to kiedyś policzył i lepiej się opłaca utrzymać nawet minimalne wydobycie, niż kopalnię zamknąć. Bo żeby ją całkiem zamknąć, trzeba kilku lat nakładów. A na to nie mają pieniędzy ani samorządy, ani skarb państwa.
Nadal elektrownie tradycyjne stanowią bufor sieci zabezpieczając przed blackoutem. Można kupić nadwyżki z zagranicy jak zabraknie - pod warunkiem, że ta zagranica takie ma. A transport energii na duże odległości też kosztuje, a moce przesyłowe są ograniczone.
Rusz głową - likwidujemy w ciągu dwóch lat nasze kopalnie - i co dalej ? No, może za szybko, w ciągu pięciu. I jaki mamy plan ?
Co do kosztu energii z węgla - mówisz o koszcie samego wytworzenia tej energii, czy o koszcie z narzutami ? Bo tu UE ma wielkie pole do popisu. To, że dziś wytwarzanie energii przez OZE jest preferencyjnie traktowane przez komunistów z Brukseli, nie znaczy, że będzie tak wiecznie. Za pięć lat może wprowadzą podatek od migracji ptaków, które wiatraki zakłócają albo od sielskiego spokoju ? Ch... wie, co im tam przyjdzie do łowy. Już teraz chcą haraczu za utylizację fotowoltaiki, którą masz na dachu.