Jak kupiłem kombajn, to wujek mi go prowadził - 20km. Heder na wózku. Można było jechać 90% drogą polną, ale stwierdził, że afaltem będzie szybciej. Na zakręcie dziadek z babka wyjeżdżali z jakichś działek, dziadek babkę wyprowadził prosto pod kombajn, tak że wyjeżdżając przychaczyla o schodki - delikatnie uszkodziła zderzak. Jechałem cały czas tak o zakręt przed wujkiem, patrzę że go nie ma, to zawróciłem. Tamci już policję chcą wzywać. Kombakn niby światła z przodu miał, hamulce miał, ale to jakiś wyciek by się znalazł, to z tyłu światła uszkodzone itd, do tego wujek mówi, że kwity na kombajn ma, ale gdzieś chyba w domu (80km). No i taka przygoda kosztowała mnie 600zl (na tyle znajomy mechanik to wycenił) + sporo nerwow. Myślę, że z style kasy to te 20km bezstresowo by na lawecie kombajn przyjechał.
U mnie na jedno pole kombajn musi przejechać przez asfalt. Sąsiad, który ma pole przy drodze gruntowej prowadzącej min do mojego pola zagrodził sobie za wąsko, także muszę jechać jego polem, wjeżdżać w innym miejscu. No nie ważne, tak czy siak kombajn musi przejechać że 100m asfaltem mało uczęszczana drogą, w tym dwa zakręty. Hederu się nie odpina, bo to od uja roboty by było, ale zawsze ja stoję na jednym zakręcie i kogoś stawiam na drugim, żeby nie było właśnie takich sytuacji.
Znajomy kiedyś opowiadał jak jechał w nocy motorem i wyprzedza coś dużego, zrównuje się z tym czymś, a to kombajn, z podczepionym szerokim hederem (bez żadnych obrysowek, odblasków itd). Mówił, że bardzo mało brakowało, zeby skończył na tym hederze.
W te żniwa u lokalnych obszarników dwa kombajny wynajęte kosily. Jadę wieczorem - z daleka światła jakieś nakurwiaja. Minąłem długimi raz, minąłem drugi - bez rezultatu. Musiałem aż stanąc prawie na poboczu jak się mijałem. Okazało się, że ten, który jechał pierwszy zajebał sobie wszystkie halogeny robocze i w d*pie miał innych, tak jechał asfaltem. Świata nie było widać. Drugi z tyłu potrafił jakoś z normalnymi światłami jechac