U nas najbliższy skup, to też 700netto (min. gęstość 68). Mam podobny problem - miejsce, gdzie mam magazyny jest w głębi podwórka. Z drogi musiałbym utwardzic dobrze koło 100m drogi, do tego wjazd nie za szeroki, bo pomiędzy budynkami. No i tak jestem skazany na jednego odbiorcę, ktory jeździ ciągnikami, albo drugiego, który ma mniejsza ciężarówkę, ale ten jest w ch*j niesłowny jeśli chodzi o termin odbioru. Już od dłuższego czasu bije się sam ze sobą, czy lepiej utwardzić podjazd i zostawić te magazyny co są, czy utwardzić tylko kawałek przy wjeździe i postawić silosy. Ten, który odbiera ciągnikami, to oczywiście ceny zawsze zaniżone strasznie, do tego przy próbkach wymyśla, jak np w tym roku, gdzie bardzo słabo z gęstością owsa, to doj**ali minimalną 50, a za każdy punkcik mniej -15zl/t.
Delikatnie zmieniając temat - czekałem cierpliwie na jakiś przebłysk pogody - dwa razy wjeżdżaliśmy w pszenżyto, dwa razy było mokre i kombajn niedomlacal dość sporo, do tego w polu mokro, siadał moment. No i w międzyczasie owies wykosilem, a pszenżyto stoi. Pogody jak nie zapowiadali, tak nie zapowiadają. Miała być teraz na weekend - już zmiana, może w połowie tygodnia. Myślicie, że to już moment, kiedy trzeba wjeżdżać jak tylko nie będzie padać, i ratować, co się da, nie patrząc na wilgotność i straty? Mam 8ha, tydzień temu nie było nic porośniętego, ale nie wiem ile gringo wytrzyma, jak w praktyce długo potrafi wytrzymać taką pogodę - wszystko stojące. Parę razy w perspektywie tygodnia pokazywali poprawę pogody, i zmieniali za każdym razem. Dosłownie codziennie/co drugi dzień pada. W okolicy obszarnicy wszyscy jeszcze mają setki hektarów, mniejsi trochę lepiej, ale z kim nie rozmawiam, to każdy jeszcze ma w polu mniej lub więcej zboża. Ostatnio w owies wjechali z dużego gospodarstwa (mają suszarnie), to widziałem, że przejechali dwa razy i koniec koszenia - znajomy mówił, że owies miał koło 20.