Szczerze, to mam chętnego na wydzierżawienie tej działki (wzięli działkę obok na 5lat w dzierżawę i moje jest 10ha przez miedzę). Na wiosnę sobie powiedziałem, że jak będzie zboże ok, to nie będę wydzierżawial, a jak mnie wk***i, to puszczę to w dzierżawę. Wtedy koło domu by mi tylko zostało 4.5ha ornego do zabawy. Najbardziej o tym myślałem, ze względu na to, że trochę w robocie się pozmieniało i mam mniej elastycznie teraz i widzę, że już pomimo tego, że jest mało tej ziemi, to potrafi być problem z terminami. No i mam dużo roboty takiej w koło domu, na którą cały czas braknie czasu, bo jak z pracy przyjadę, to zawsze jest coś wazniejszego. A im starszy się robię, tym mnie chce mi się zajeżdżać samego siebie. A tak mógłbym trochę podgobic zaległości, na działce byłoby zmianowanie przez kilka lat (ewentualny dzierżawca sieje zboża, kukurydzę, sadzi ziemniaki).
Jeszcze jest kwestia, że poza zbożami może być ciężko z czymś u mnie, bo jest problem ze zbiorem. Ciężko znaleźć kombajn na żniwa, a co dopiero na coś, co nie jest w typowym terminie zbiorów. Do tej pory jak siałem jakieś wynalazki, to szło wszystko pod ralerzowke. Więc jeszcze druga opcja, to dogadać się z tymi dzierżawcami i pójść z uprawa w to, co oni danego roku będą mieli, to wtedy może by się dało dogadać ze zbiorem.
No i opcja trzecia - pier**lić to. Koło domu pszenżyto/poplon ozimy/owies, na drugiej działce pszenzyto/coś pod talerzowke i się nie spuszczać nad tym, nie kombinować, tylko robić to, co w miarę wychodzi i przy czym nie ma dużo roboty