Ja mam pytanie trochę innej natury. Mam trochę V-VI klasy ziemia bardzo lekka, pH 5,5 PK niskie Mg wysokie dotychczas przez xx lat żyto z incydentalnym siewem owsa. Aktualnie robię tak, że nie lecę "po bandzie" tylko nawożę moim zdaniem "z rozsądkiem" jak na taką ziemię, co roku ok 40-60P; 50-70K plus 100N w 2 dawkach na wiosnę i jeden zabieg fungicydowy. Jak pada to miałem 5,5 tony żyta z hektara, a tak jak w tym roku to niecałe 4 tony.
W 2020 chcę spróbować swoich sił w uprawie qq na ziarno, zachęca do tego często wyższy plon oraz ilość materii organicznej pozostawionej w glebie. Na razie zaczynam dokształcać się w kwestii uprawy, wstępnie nawet mam ogarniętą osobę, która wykona usługę siewu, zbioru i suszenia ziarna.
Pytanie jest takie, czy jest sens takie "cięcie ilości nawozu" stosować w kukurydzy licząc się z tym, że w mokrym roku nie będzie wykorzystany pełen potencjał odmiany, ale za to w suchym nie będę miał aż tak dużych strat finansowych? Szczerze mówiąc po przeczytaniu postów z ostatniego roku to podawane przez Was ilości zaaplikowanego nawozu mnie zatrważają.