Fakt faktem, że okrągła oś chodzi u nas od 20 lat pod turem i przez ten czas była tulejowana dwa razy. Przez 15 lat to był główny ciągnik do zwożenia bel - w szczytowym okresie koło 800 rocznie razy 3 cykle ładowanie (zebranie z łąki na przyczepę, z przyczepy do stogu, ze stogu do skarmiania). Parę lat temu jego miejsce zajęła ładowarka teleskopowa, więc teraz sześćdziesiątka służy do zadań pomocniczych i zagrodowych, czasem chodzi z Trolem, a oś była tulejowana jakieś 2-3 lata temu przy zakładaniu wspomagania i kół 11,5x15,3 i chyba jej ten zestaw nie służy albo była kiepsko zrobiona, bo dość szybko się pojawiły delikatne luzy.
Przy 10 m szerokości 1 km/h = 1 ha/h, więc jadąc 10 km/h robisz 10 ha/h, a na równej łące spokojnie można jechać koło 12-14 km/h lub nawet więcej, więc wydajność jest olbrzymia. Taką działkę jak napisałeś (40 m x 3 km) zrobisz więc w godzinę przy jeździe 12 km/h.
A zalety? Prostota, tania eksploatacja, niska waga... A jak komuś taka maszyna nie odpowiada, to mu nikt nie każe kupować, nie rozumiem, po co ją jeszcze krytykować.
Fakt faktem, że przewagą karuzeli jest bardziej pulchny wał, więc jeszcze po zgrabieniu coś dosycha. Poza tym zgrabiarki beznapędowe niestety zawsze robią warkocz, co sprzyja zapychaniu w prasach bez rotora i ogólnie gorzej się prasuje, szczególnie jeśli są długie źdźbła.
Przynajmniej jeden, co potrafi zapiąć porządnie ładunek. Bo jak widzę tutaj niektóre zdjęcia, że maszyna o masie około tony jest byle jak spięta jednym starym pasem, to strach po drogach jeździć. Ostatnio widziałem mistrza, który na podobnej wielkości przyczepie, jak na zdjęciu wiózł całą hałdę drewna w długich belkach o średnicy 20-30 cm spięta dwoma pasami do tych oczek na burtach, które służą do mocowania plandeki. Ciekawe, przy którym hamowaniu belki mu wjechały do bagażnika...
Nawiasem mówić kolego widzę, że jesteś z dolnośląskiego, a przyczepa z Widpolu - zawsze myślałem, że to nasz lokalny producent (mają zakład na wsi 15 km ode mnie).
Jak Cię nie stać albo uważasz, że jest za droga, albo coś innego jest lepsze w tej cenie, to albo nie kupujesz, albo kupujesz tamto. A pieprzenie, jak to coś jest za drogie jest właśnie cebulactwem. Jak ktoś uważa, że producent "zdziera", to niech wybuduje fabrykę, kupi specjalistyczne maszyny, zatrudni pracowników, opłaci marketing, transport, podatek, ubezpieczenia... I niech zarabia te kokosy, skoro to według niego takie łatwe pieniądze.
Co do "wolał bym dwu karuzelowa kupić, lepsza jakość grabienia" to pokaż mi dwukaruzelową zgrabiarkę o szerokości 10 m, bo tyle ma maszyna na zdjęciu. A 4-karuzelową to powodzenia życzę kupić w tej cenie, nawet używkę.
A dwie "trzydziestki" z "siódemkami" faktycznie za cały dzień zrobią jak to - ale jak to przez dwie godziny. Jak myślisz takimi kategoriami, to w ogóle nie ma o czym gadać, bo ta maszyna ma sens na setki, a przynajmniej dziesiątki hektarów do zgrabiania, a nie 5 czy 10 ha.
Cyklopa to na tym zdjęciu nie ma... A w Trolach łamanie ramion to dość częsta rzecz, te maszyny mają zbyt silną hydraulikę w stosunku do wytrzymałości ramion. Niestety, materiał, z którego są wykonane, jest bardzo kiepski.
Ja pierdziele, aż żal czytać to cebulactwo. Jak oglądacie nowy ciągnik albo samochód w salonie, to też pieprzycie, że można samemu taniej zrobić? Jak uważacie, że to za drogie, bo "tanio zrobia, a sprzedają drogo", to zacznijcie takie maszyny produkować. Przecież tak tanio zrobicie, a tak drogo sprzedacie, będziecie bogaci.
Tańsze są głównie dlatego, że:
1) Praca jest u nas dużo tańsza - w dodatku jak myślisz, dlaczego duzi producenci mają zakłady głównie we wschodnich województwach? Bo tam pracownik jest jeszcze taniej, a na zachód ma dalej niż z dolnośląskiego czy opolskiego, więc mniej chętnie wyjeżdża (większe koszty dojazdu, rzadsze zjazdy do rodziny). Spawacz zarabia 5 razy mniej, niż w Niemczech.
2) Etap projektowania jest okrojony do minimum, "inżynierowie" i technolodzy to ludzie bez doświadczenia albo po prostu kiepscy, bo za oferowane im pieniądze nie zajmie się tym dobry fachowiec. Czas spędzony na projekcie jest okrojony do minimum, bo już trzeba produkować i trzepać kasę. Dlatego maszyny są niedopracowane.
3) Testy? Praktycznie nie istnieją, również ze względu na koszty i czas. W dodatku profesjonalnie prowadzone testy - z wykorzystaniem bardzo drogiej, ale precyzyjnej aparatury mierzącej naprężenia i ugięcia poszczególnych elementów - są zwyczajnie pomijane.
4) Nikt sobie nie zawraca głowy autorskimi projektami, bardzo wiele rozwiązań jest ordynarnie zerżnięte z zachodniego sprzętu. Duże światowe koncerny wydaję miliony euro na badania nad nowatorskimi rozwiązaniami, a nasi "producencie" je po prostu kopiują za darmo.
To wystarczająco dużo powodów tego, żeby polskie maszyny były tańsze i nie trzeba w dodatku oszczędzać na materiałach, bo to ułamek tej różnicy w cenach.
Kolejny dowód, że większość polskich maszyn z zachodnimi może konkurować jedynie ceną, bo jeśli chodzi o użyte materiały i jakość wykonania to przepaść jest nadal ogromna.
Promowanie takiego debilizmu na Agrofoto powinno być premiowane banem. A tacy "geniusze" dożywotnio nie powinni mieć prawa do jakichkolwiek świadczeń z KRUS-u w razie wypadku, bo sami się o niego proszą.
Sporo, ale przynajmniej wygląda nieźle - porządny i długi wąż, smok, filtry. Te za 400-600 zł to badziewie, przewody wytrzymują kilka miesięcy i leje się z każdej dziury, po jednym sezonie więcej się straci na zmarnowanym paliwie, niż wyda na zakup lepszego sprzętu. Może tu będzie inaczej.
Ciekawe, jak udowodnisz, że próbka, którą dałeś do badania pochodzi z tej stacji. Musiałaby zostać pobrana bezpośrednio ze zbiorników stacji przez uprawnione organy państwowe, np. Państwową Inspekcję Handlową. I to jest jedyna droga, niestety. Często jest tak, że zanim zareagują, to okazuje się, że jest już inne paliwo w zbiornikach i próbki nic nie wykażą. Dochodzenie swoich praw na drodze pozwu cywilnego jest długie, drogi i uciążliwe, a i tak w tym przypadku szanse są niewielkie.
Ciekawe, co teraz powiedzą wielbiciele Tolmetu, którzy mnie prawie zabić chcieli, kiedy pisałem, że kiepską jakość tych maszyn widać już na stoisku na targach, a w polu jak widać tylko się potwierdza.
Pierwsze dwa komentarze to chyba pisali ci, którzy ciągnikiem jeździli tylko w grze komputerowej. Ominąć i co, poduszkowcem skosić? A jedyna wiocha, jaką tu widzę, to tego rodzaju durne komentarza od "fahofcuf".
Wysoce prawdopodobne, że produkowały to różne zakłady. W czasach gospodarki scentralizowanej tak było, że centralne biuro konstrukcyjne opracowywało projekt, w państwowe zakłady w całym kraju zajmowały się produkcją.
Oryginalnie chyba faktycznie esiak, ale ludzie to masowo przerabiali. Popularne były silniki z malucha. Widziałem też kiedyś takie z 2CA90 Andorii, ale nie wiem, czy to oryginał - było z nowszych roczników, więc możliwe.