GUS podał, że sprzedaż spadła w listopadzie. Nic dziwnego, spadek inflacji nie oznacza, że ceny spadają.
Polska wchodząc do UE miała być z założenia "do zaorania" w kwestii rolnictwa. Polscy rolnicy odstali 25% dopłat unijnych i przez wiele lat minimalnie podnoszono ten poziom. Po 20 ponad latach nie osiągnęliśmy jeszcze poziomu dopłat starej UE. I nigdy nie osiagniemy. Dopłaty te i ręczne sterowanie miały wyeliminowac konkurencję dla rolników ze starej Unii, czytaj - wyeliminować naszych rolników, aby zachodnie holdingi mogły przejąć naszą ziemię. Tak się jednak nie stało , dzięki ukrytemu na wsi bezrobociu strukturalnemu, które obniżało koszty produkcji - mimo niższej mechanizacji, robotnik był tani i zastępował maszyny. Powoli dzięki ciężkiej pracy rolnictwo się zrestrukturyzowało, nakłady pracy ręcznej spadły. Niestety, wypadły też najbardziej pracochłonne dziedziny rolnictwa albo zostały zmarginalizowane. Na szczęście w krajach starej UE problem z siłą roboczą wystąpił dużo szybciej niż u nas i bardziej dotkliwie. Tam społeczeństwo starzeje się w tempie większym niż w Polsce. Do tego dochodza majaki nawiedzonych komunistów z Brukseli. Teraz cała UE jedzie na jednym wózku - w zasadzie, do pieca krematoryjnego, patrząc perspektywicznie. Nie opłaca sie już od dawna, bo poprzez reczne sterowanie gospodarką wszelkie zasady i ceny zostały wypaczone, aby zapewnić milionom niewolników korporacji tanie żarcie do napchania kałduna. Polityka prowadzona przez UE sprowadza się do tego, że wypłąta wystarcza na wynajem mieszkania i kupno żarcia. Klasyczne niewolnictwo, a nawet gorzej - bo w czasach formalnego niewolnictwa właścicielowi zależało, aby niewolnik założył rodzinę i miał dzieci, wtedy był bardziej przywiązany do właściciela. Dziś właściciel niewolników stara się, aby ci się nie rozmnażali.