w momencie , gdy bezrobocie oficjalne sięgało 25%, uwolnienie z rolnictwa dodatkowego półtora miliona ludzi położyłoby nasz kraj na łopatki, dlatego zaserwowano rolnikom kroplówkę w postaci dopłat, którą co roku systematycznie sie pzykręca, w ten sposób wydrenowano wieć z ludzi,którzy wobec sztucznie zaniżanych cen na płody rolne, likwidują produkcję, oddają ziemię w dzierżawę i idą na etat. Ile osób żyje tylko z gospodarstwa ? Myślę, że mniej niz pół miliona, a było pod koniec lat 90-tych około 2 milionów albo i więcej. Część zmarła, część zrezygnowała z produkcji.
Robiono badania, że małe gospodarstwa ogólnie sa korzystniejsze dla gospodarki, ponieważ lepiej zagospodarowują swoją produkcję, zużywają mniej nawozów sztucznych i środków ochrony roślin, jest lepsza zdrowotność zwierząt, mniej antybiotyków, a produkcja jest lepszej jakości, zwłaszcza mięso. Tyle, że mięso z dużych ferm produkowane jest w partiach o podobnej jakści, może i niskiej, ale łatwiej do tego skalibrować maszyny do nastrzykiwania wodą i chemią w zakładach.
Niczego u nas niemcy nie zrobiły, może nawet wbrew tym niemcom rozwijamy się gospodarzco, co ich tak bardzo boli, a także nieupadło jeszcze rolnictwo w 100%. Trochę jak w czasach Michała Drzymały, nadal przepychamy tenwóz z miejsca na miejsce, aby nas nie wyrugowali z ziemi.
Wydajność w rolnictwie to tylko mit, okazuje się, że ziemia tego nie wytrzymuje. Dlatego na zachodzie dokłada się olbrzymie pieniądze douprawy zrównoważonej, aby nie wyjałowić ziemi do zera. A u nas politycy zachłystują się wzrostami wydajności - za 20 lat będziemy mieli te same problemy co Holandia, że ziemia mimo dawanie wysokich dawek nawozów nie chce rodzić, bo nie ma w niej życia biologicznego. Tak że mamy szansę na własny kurs, ale do tego trzeba rozgarniętego ministra rolnictwa i zrozumienia na szczeblu UE, albo wyjścia z tej zbrodniczej organizacji, która od ponad 20 lat nas niszczy.