Jak dla samej idei to raczej nie warto. Kiedyś przy okazji jak będzie pompa u pompiarza, to poprosić żeby przy korekcie dawki była jak trzeba, ale w górze limitu dla tego silnika. Do tego dbać o filtry i resztę. W wolnossącym silniku przyrosty słabo się odczuwa, a zawsze to ma wpływ na żywotność silnika. Jak ,,podlewamy" więcej paliwa to z dymem rośnie szybko temperatura spalin. Jeszcze w osobówce jak potrzebujemy mocy do startu za świateł, to można pokręcić więcej. Korzystamy tam sporadycznie i ma silnik czas na powrót do normalnych temperatur itp. W ciągniku raczej korzystamy z prawie całej mocy długotrwałe (uprawa w polu) i takie długofalowo podniesione temperatury i ciśnienia ma destrukcyjny wpływ.
Jak się już bawić, to według mnie jakaś turbosprężarka wchodzi w grę. Nadmiarem powietrza da się utrzymać w miarę normalne temperatury. Tu już widać odczuwalną moc, ale i tak zawsze trzeba mieć z tyłu głowy, że z tego powodu możemy mieć szybciej awarię, albo wyjdzie to czego nie było widać wcześniej. Wszystko też swoje kosztuje i czasami finalnie lepiej zmienić ciągnik na większy.