I czyja to wina? Trzeba było skończyć lepszy kierunek. Albo szukać innej pracy, ponoć jest jej od groma. A moze, co wynikałoby z wypowiedzi niektórych tutaj- z oceny jej pracy wynika, że więcej zarabiać nie powinna? Już w swoim temacie o studiach sporo się zaliles na zarobki w swojej rodzinie.
Ja też w urzędzie siedziałem w księgowości za 1154zl i jakoś żyłem.
A co do Twojej wcześniejszej wypowiedzi, że zarobki w tych grupach zawodowych są odpowiednie, to powiem Ci, że "fajne" uczucie jak czasem z policja jedzie się na interwencję do jakiejś patoli, bo innego, odpowiedniego, słowa nie znajduje i gadasz sobie z babka, której konkubent pracuje sobie na czarno, ona nie pracuje nigdzie, ma niepełnosprawną córkę(nawet nie wie na co córka choruje) i taka pani dostaje więcej socjalu na te córkę, niż zarabiamy(zarabialismy wtedy) ja (pracując swiatek, piątek i niedzielę, nocki, cały czas z bronia) i moja połowica (będąca kierownikiem referatu w urzędzie) razem wzięci.
Teraz zarobki po tym, jak to zostało tu ujęte - wyciaganiu ręki po nieswoje, są już lepsze. Ale sądząc po ilości chętnych do tej pracy-ciagle niewystarczające.