Zajechałem do firmy. Była tylko księgowa. Mniej więcej przebieg rozmowy (oczywiście ja tam na spokojnie mówiłem, kulturalnie itd, dialog w uproszczeniu)
- jak tam sytuacja z moją faktura?
- to trzeba z szefem
- rozmawiałem z nim i pieniądze miały być do końca tygodnia.
- jak tak mówił, to tak będą.
- do końca ubiegłego tygodnia
- aaaaa...wie pan ja tylko robię przelewy, to szef decyduje bla bla bla
- ja rozumiem, ja nie mam przecież do pani pretensji, ale to szef w ogóle mówił, że ma być zrobiony przelew
- yyyyyyy
- czyli mnie po prostu okłamał
- NIE, to nie tak, nie okłamał, napewno chciał dobrze (powtórzone kilka razy), tylko nie wyszło (i tu k**wa uśmieszek głupi)
- cieszę się, że panią ta sytuacja bawi, ale mnie niespecjalnie
- NIE NIE nie bawi mnie, po prostu pewnie chciał przelać, ale my też czasami czekamy na pieniądze itd
- rozumiem, ale to trzeba ważyć słowa co się obiecuje
- wie pan, to trzeba z szefem
No i się pożegnałem i poszedłem. Dzwonię do szefa.
- jak sytuacja z moją faktura
- bede za pół godziny w biurze i zobacze czy poszło już
- nie poszło, bo byłem w biurze i pani ewidentnie nic nie wiedziała, że miała cokolwiek przelewać
- ja zaraz tam będę i wyjaśnie i się odezwe
Minelo półtorej godziny. Nikt się nie odezwal.
Dużo nie sprzedaje, ale co roku jakieś zboże, przedtem, bydło, świnie, truskawki - nigdy nie miałem sytuacji, żeby ktoś zalegał z płatnością (to to tam ch*j) i do tego mnie zwyczajnie oklamywal - a sprzedawaliśmy do tej firmy płody gdzieś od początku lat 2000 😐