Wolałbym jednak żeby co innego mi głowę zajmowało. Choć z drugiej strony, jak nie żyje z gospodarki, to taki problem, to nie problem. Ale struty chodzę przez to i tak.
A tak na marginesie - jak jest z tym sianiem nawozów na śnieg? Znajomy mówił, że na Żuławach walili aż miło. U nas z kolei dosłownie nikogo nie widziałem, nawet z tych największych, żeby kto ruszył w pole. W tym roku była ujnia, bo dosc szybko topniał śnieg. Tzn było myślę te 20 cm w polu napewno (ciężko dokładnie określić, bo nie mierzyłem, ale były dni, gdzie np spadło ~10cm, a następnej nocy po kolejnym opadzie na aucie miałem ponad 15cm swiezego), a po 4 dniach były tylko resztki. Gdzie śnieg zginął, to bagno, gdzie leżą resztki, to ziemia pod nim, przynajmniej z wierzchu, nie rozmarznieta dobrze. No i teraz:
- taki rozpuszczony nawóz nie spłynie na pochyłościach? Czy to za małe ilości wody i za wolne tempo, żeby były jakieś zauważalne efekty?
- powiedzmy te 90kg N1 z rozpuszczającym się śniegiem nie osiądzie na roślinach i ich nie poparzy?