Kiedyś, jeszcze za gówniarza z lasu ojciec wiózł drzewo. Mały zetorek, bez aktualnego przeglądu (ubezpieczony) + dwie przyczepy (nic nie miały). W ciągniku ojciec, ja i dziadek. Do domu 3km, mało uczęszczana droga. Wyjezdzamy z lasu, przed samym asfaltem policja. Zatrzymali nas, ale policjant tylko kazał dla ojca dmuchnąć, sprawdził czy ma uprawnienia i powiedział, żeby jeden wysiadł z ciągnika, bo rejestrowany na 2osoby. Wystarczyło, że trafiłoby się na innego policjanta i cały zestaw na lawetach by pojechał.
Kuzyna ostatnio zatrzymała policja - szukali ponoc kogoś innego, ale nie znaleźli i akurat trafił się on (nie wiem ile w tym prawdy). Myślałem, że ma ciągnik i jedna przyczepę że wszystkimi kwitami. Okazało się, że chyba jednak tak nie było. Mówił, że policjant mu powiedział, że za to, że jest spokojny, to zaoszczędzi na dzisiejszym spotkaniu 3tys zł. Jak dokładnie się skończyło - nie wiem, w takich sprawach rzadko kiedy ktoś prawdę powie.
A co do mandatów, to zawsze lepiej się nie rzucać. Jak trafisz na ch*ja, to i tak nic nie zyskasz, ale jak trafisz na człowieka, to uwierzcie, że zawsze lepiej się patrzy na takiego, który normalnie z toba rozmawia, niż takiego, co to jest najmądrzejszy i zjadł wszystkie rozumy. Nawet jak się nie zgadzacie z decyzją, to lepiej zwyczajnie odmówić przyjęcia mandatu, niż się wykłócać.
Znajomy opowiadał jak kiedyś w knajpie ktoś dla jakiegoś starego policjanta jakaś wódkę stawiał czy coś w tym stylu. No i znajomy do niego - po ch*j mu kupujesz, przecież to dziad i w ogóle. A typ na to "pomóc - nie pomoże, ale może nie zaszkodzi"