Wujek mówił, że tam gdzie zawsze sprzedajemy, to owies 500, pszenżyto 620, pszenica 690 netto.
Z kolegą rozmawiałem, jakiś jego znajomy ma skup i rzucił za owies cenę 300zl, żeby odstraszyć ludzi, a i tak niektórzy zawożą.
Jak takie ceny miałyby na dłużej zagościć, to nie wiem w co jest sens inwestować (poza talerzowka - już dodałem wyszukiwanie do obserwowanych na olx 😅)
Tadzik pierwszy rok po centrali, to jeszcze parę lat przetrzymam. Chyba, że będę bral na wymianę po pół hektara..
W niedzielę po południu pokropiło i w poniedziałek z rana, ale to tak, że miejscami nie było widać niż na asfalcie, a miejscami trzeba było wycieraczki włączać. Zależy jak chmura szła. Mama mówiła, że w niedzielę koło domu nie padało, a w poniedziałek tylko z samego rana delikatnie pokropiło.
Znajomy, co miał mi kosić - wczoraj po pracy do niego dzwonię - ma awarie, ma swoje do koszenia. Pytam wprost czy da radę przyjechać, czy raczej marne szanse - odp "marne szanse". Czyli kolo 20.00 się okazało, że jestem bez kombajni. Wczoraj kumpel obdzwonil wszystkich swoich znajomych, ja dziś swoich - niektorzy mają jeszcze na kilka dni koszenia. Jeden znajomy mówił "szkoda, że wcześniej nie dałeś znać" i że na środę o 11 będzie, chyba że kogoś ogarnę, to dać znac. Na środę Meteo pokazuje, że mogą być przelotne opady.
Dziś kolega dał numer do gościa - przyjedzie dziś o 14. Myślę, że jutro o 11 przy max 19st i całkowitym zachmurzeniu to zboże nie będzie bardziej suche niż dziś od 14 w pełnym słońcu i 24st. (Albo się tylko pocieszam i sam siebie upewniam). Także dziś już nie patrzę na nic i walimy ile się da (no chyba, ze naprawdę będzie straszny gnój).
Z jednym znajomym co rozmawiałem, który ma u kolegi swojego jeszcze kosić, to mówił że w niedzielę jak kosili, to zaczynali z wilgotnością ponad 18, a kończyli z ponad 16. Nikt się już nie pier**li, tylko kosi.