Zazwyczaj dopłaca ten kto musi. Jak mamy traktor czy samochód z filtrem cząstek stałych, to wypada używać olejów niskopopiołowych o zmniejszonej zawartości związków fosforu i cynku, detergentów, popiołów siarczanowych, często jeszcze o obniżonej lepkości (kinematycznej i dynamicznej) wysokotemperaturowej (w 100 *C), aby jeszcze dodatkowo oszczędzić do kilku % ON (generalnie i tak pewnie wyjdziesz na 0, ponieważ w tracie wypalania DPF podawana jest zwykle dodatkowa dawka paliwa na silnik, aby podnieść temperaturę spalin albo bezpośrednio do wydechu). Wszystko to jednak odbywa się kosztem gorszej ochrony przeciwzużyciowej. Po obniżeniu w takich olejach zwartości fosforu i cynku, część producentów zaczęła dodawać do swoich niektórych produktów (zwykle... najdroższych) związki boru i molibdenu a nawet wolframu, które obniżają tarcie, są to modyfikatory tarcia. Wychodzi to jednak dopiero jak wykonamy test oleju w laboratorium za 100 i więcej zł. W dobrych olejach samochodowych (nie przeznaczonych do silników z filtrem cząstek stałych) można nabyć produkt na bazie hydrakrakowanej, syntetycznej - polialfaoleinach lub GTL "gas to liquid" lub miksie tych baz o dużej zawartości związków przeciwzużyciowych ZDDP, czasem jeszcze dodatkiem estrów i z modyfikatorami tarcia opartymi na molibdenie lub borze i dużej ilości detergenów, które zapobiegają też osadzaniu się sadzy związanej przez olej w silniku.
Stąd też do starszych silników nie warto lać olejów niskopopiołowych (i jeszcze dopłacać do nich), ponieważ na pewno na zdrowie nie wyjdzie im głównie obniżona zawartość dodatków przeciwzużyciowych ZDDP, często nawet bez tych dodatkowych modyfikatorów tarcia. Nie wiem czy będzie to zauważalne w czasie użytkowania/eksploatacji (czas jednostek bardzo wrażliwych na obniżone poziomy ZDDP raczej dawno minął (w przypadku samochodów), ale z drugiej strony niektóre traktory mają po 30-40 lat i działają dalej, i pracują w nieporównywalnie trudniejszych do samochodów warunkach), ale po co dopłacać do gorszego dla danego silnika produktu.
Trochę trudno jest mi coś więcej niż w ich opisach powiedzieć o tych olejach JD/Shell, bo ciężko jest mi znaleźć ich podstawowe parametry związane z lepkością - w 40 czy 100 *C (można ją można ustalić przedziałem dla danej klasy lepkości letniej i zimowej), wskaźnikiem lepkości, TBN (ale oczywistym jest, że oleje niskopopiołowe nie będą miały tego wskaźnika tak wysokiego jak oleje o typowej zawartości popiołów)), wartością CCS (to przy jakiej temperaturze mierzy się ten parametr, to zależy to od klasy lepkości zimowej oleju), odparowalnością noack. Z kolei po specyfikacjach i aprobatach, i opisie poznasz czy jest to olej do silników z filtrem cząstek (np. Rimula R6 LM, R4 L) stałych czy też nie (np. Rimula R5E, R6 M, R4 X). Na pewno warto jest jednak dopłacić do olejów na bazie uzyskanej z hydrokrakingu, polialfaolein (ale 100% PAO na pewno nie będzie, może być jakaś domieszka) czy GTL, ponieważ mają one znacznie większą trwałość swoich parametrów lepkościowych podczas eksploatacji maszyny od olejów całkowicie mineralnych - mineralne bazy i oleje ja już bym odstawił w kąt, ale i jest już ich coraz mniej. Oczywiście JD nie ma takiego zaplecza, aby produkować oleje, ale Shell to już całkiem inny temat, oni chyba wprowadzali GTL-a. Shell może sprzedawać JD olej jaki JD sobie zamówi - pod jakąś ustaloną specyfikację, nie ma też problemu, aby JD dał na to swoje barwy i nazwę, oczywiście pewnie też za odpowiednią opłatą... za darmo to raczej nic nie ma.
Odnośnie oznaczenia lepkości letniej i zimowej napisałem wyżej (klasyfikacja SAE). Jak tak patrzę na opisy olejów JD, to kurcze... taki inny świat w stosunku rynku olejów do samochodów osobowych czy nawet ciężarówek. Niestety na minus.