Też tak myślałem (a w teorii wygląda to bardzo zachęcająco, tak jak napisałeś), dopóki nie przetestowałem tego w praktyce. Dużych często nie obchodzą usługi za 1,5-2 tys. zł przychodu. Czyli dla przykładu - siejesz kiedy oni chcą albo i wcale jak nie mają czasu. Nieraz jeszcze trzeba się ustawić w kolejkę (i to nie jest żart), żeby coś w ogóle porozmawiać , a najpierw to jeszcze trzeba zastać decyzyjną osobę lub dodzwonić się na jej telefon. Nie jest też taką oczywistą rzeczą, że każdy będzie chętny, aby przyjść na usługę - jak się domyślasz - z bardzo różnych powodów. A już tym bardziej jeżeli te kilkanaście ha masz w kilkunastu działkach. A jak zaczniesz jeszcze "wydziwiać" z ustawianiem siewnika pod konkretną MTN, kiełkowalność twoich nasion i zakładaną obsadę roślin, to za rok możesz mieć kłopot ze znalezieniem kogokolwiek, kto ma siewnik, na taką usługę. Na dalszą rodzinę też bym za bardzo nie liczył, nieraz znacznie szybciej dogadasz się z kimś teoretycznie dla ciebie zupełnie obcym.
Do pewnego stopnia musisz radzić sobie sam (tyle ile możesz), jeżeli chcesz mieć wszystko dobrze i na czas zrobione. W mojej okolicy, to w tym roku, jak ktoś nie zasiał ozimin w kilkudniowym oknie pogodowym z w miarę optymalną wilgotnością gleby, to ma pusto na polu. W ubiegłym... z kolei co drugi dzień padało. Nieraz można coś nawet szybciej pożyczyć niż czekać na usługę (wiele oczywiście zależy od tego jak z daną osobą żyjecie), ale jak mówicie że nie warto jest zainwestować w traktor, to nic z tego, bo byle czym maszyny od dużego rolnika nie pożyczycie - i denerwujecie się sami i jego... swoim natręctwem.
I jeszcze w międzyczasie by wypadało pójść do innej pracy...