Może być tak,że rozrzutnik na tandemie mocno dociska oś i ciągnik nie łapie poślizgu a z przyczepami zamieli kołami i w końcu pójdzie. Moc mas w końcu większą niż w 675 więc 390 powinien robić te same prace lepiej.
Masz w nim turbo ?
Grupy biegów zdecydowanie bezpieczniej przełączać na postoju. Trochę inna charakterystyka silnika i skrzyni i masz trochę inny ciągnik niż to co miałeś do tej pory ale jak przywykniesz to nie będziesz czół tego, że jedynka teraz wydaje się za długa.
U Ciebie sytuacja jest bardziej złożona i ciężko tylko na podstawie zdjęć wszystko wiedzieć a więc i udzielić w 100% dobrej porady.
Najlepiej by było gdybyś zorganizował sobie gruz i to sporo. Jeśli tam jest tak jak na foto (nawet tylko sporadycznie) to te 0,5 metra gruzu pod spód nie byłoby za dużo. Przynajmniej tam gdzie będzie przejazd i miejsce po którym będziesz w przyszłości manewrował ciężkim sprzętem i ciężarówkami powinna pójść geowłóknina miedzy gruz a piasek i to porządna gruba i mocna żeby się nie rwała na gruzie. Jeśli nie zdobędziesz wystarczającej ilości gruzu to muszą iść dreny. Dwie może trzy nitki. Odległość do rowu przy drodze dość spora więc dobrze by było zrobić studzienki rewizyjne w połowie drogi. Masz tam też zbiornik z gazem i już się dziwię,że jeszcze do rury nie doszedłeś zbierając metr. Musisz na to bardzo uważać zwłaszcza robiąc bez uprawnień. Co do drenu to spadek 1 do max 2 % czyli 1 do 2 cm./metr bieżący drenu. Dren musi albo być w otulinie kokosowej albo sam owijasz geowłókniną bo jak dasz sam dren to szybko zamuli piachem i znowu będzie bagno. Jeśli masz więcej pytań to podaj mi numer tel na mój priw. Zadzwonię i łatwiej będzie dokładniej coś poradzić.
Jeśli kliniec bez piachu czy żwiru to jeszcze może być tak jak jest tylko, że bez czegoś co to wszystko spaja wcześniej czy później będziesz to wszystko mielił kołami. Jeśli masz tam naprawdę stabilny i nie zbyt mokry grunt to dobrze by było pojeździć po tym porządną zagęszczarką tylko nie wiem czy wytrzyma to ten dren na środku.
Plusem tego,że nie będziecie na wierzch dawać teraz nic trwałego jest taki, że jak Ci coś zacznie siadać to poprawisz te miejsca i wszystko się ujeździ na "beton" a po roku będziesz mógł myśleć o tym co dać na wierzch.
Woda która dostanie się z góry lub z dołu będzie przenosić piach lub żwir, który zapewne dasz teraz na to w głąb tego pokruszonego gruzu wypełniając każdą wolna przestrzeń a nawierzchnia jaką ułożysz na samym końcu będzie się zapadać i falować nawet gdyby to był beton wylany na porządne zbrojenia. Temu właśnie ma zapobiegać geowłóknina, która ułożona na warstwie gruzu przepuści tylko wodę a piasek zostanie na swoim miejscu.
Nie wiem na jakim etapie jesteś teraz ale mimo tego,że już włożyłeś dużo pracy należałoby to przerobić.
Chyba,że na ten gruz nie planujesz sypać piasku czy żwiru i układać jakiś kostek tylko będziesz wylewał beton bezpośrednio na gruz. Tylko w tym wypadku można to zostawić tak jak jest. Teraz dołożysz sporo pracy ale naprawisz błąd tylko kosztem tej pracy. Później poniesiesz również koszty oraz dołożysz jeszcze więcej pracy.
Są jeszcze dwa wyjścia. Położyć jeszcze jedną warstwę geowłókniny na ten gruz ale to będzie kosztowało. Albo zasypać to żwirem lub piaskiem i polewać wodą aż "zamuli" wszystkie przestrzenie między gruzem. Dopiero taką powierzchnię poziomować pod końcową nawierzchnię. Gruz nie będzie spełniał roli drenażowej ale nawierzchnia końcowa będzie stabilna. ta ostatnia metoda tylko jeśli w tym miejscu nie jest okresowo bardzo mokro i nie planujesz przejazdów większych niż osobówki.
Nie wiem jaki masz grunt pod te pastwisko a tym samym jak będzie Ci tam trawa rosła zwłaszcza przy sezonowych niedoborach wody ale 2,5 ha to i tak według mnie mało na 12 sztuk plus cielaki. U mnie 42 sztuki mają do dyspozycji 20-parę ha i jest na styk. Jak co jakiś czas popada to OK ale jak rok temu była susza to ratowało mnie tylko to,że ok 3 ha z tego to podmokłe a wręcz bagniste tereny i normalnie nawet tam nie wchodzą a przy suszy szły bo po pierwsze dało się wejść a po drugie tam zawsze coś systematycznie odrastało.
Geowłókninę układa się w celu oddzielenia warstwy drenażowej (gruz, tłuczeń, kamień) od górnej warstwy nośnej pod późniejsze ułożenie materiału nawierzchniowego (tak zwany polbruk, płyty ażurowe, kostka granitowa itp)
Wygląda na to,że kolega zrobił odwrotnie czyli piach na dole, na to geowłóknina a na to gruz. Jeśli tak jest to duży błąd i geowłóknina w przenośni i dosłownie wyrzucona w błoto.
Widząc Twoje foto z zalanym podwórkiem na którym robisz wymianę gruntu i tą z ponad 20 tonami piachu na 10 tonowej przyczepie już wiemy co musisz i czemu tak robisz
Co do koparko ładowarki ze zdjęcia to nie znam sprzętu ale ogólnie koparko ładowarka jest bardzo dobrym i uniwersalnym sprzętem do wielu prac. Jeśli działa tak jak wygląda to kolega Prezes500 będzie zadowolony i jak zrobi co ma zrobić sprzeda ją bez problemu bez straty a może i zarobi jak trafi się dobry klient.
Jeszcze coś o Twojej wymianie gruntu. Dobrze by było gdybyś miał gdzieś dostęp do gruzu i pierwszą warstwę dał gruz a dopiero na to piach bo jeśli masz tam tak mokro czasami jak na zdjęciu to nawet metr piachu będzie Ci "pływać" pod ciężarem na wiosnę po odwilżach lub po obfitych opadach.
Ławeczka jest, słońce świeci to przyszła młodzież posiedzieć
Przy Highlandach i Galloway jeszcze mniej pracy ale zbyt trzeba sobie samemu organizować a Hereford łatwy w utrzymaniu i zawsze sprzedasz od ręki bez względu czy odsadek czy dorosła sztuka.
Nie policzę już ile razy wpadłem w taka jamę nogami bo w wysokiej położonej trawie nie widać dziury a raz nawet na bobra nogami wleciałem. Nie wiem kto się bardziej przestraszył ale on i ja szybko daliśmy dyla z tej jamy
Ciągniki swoje też kilka razy wpakowałem głównie przodem. Tam gdzie mam te jamy to właśnie na torfach tak więc jak pisze kolega Timo nie ma znaczenia z czego jest brzeg rzeki. Robią kanały z wyjściami dalej od rzeki dla swojego bezpieczeństwa jak muszą coś wycinać dalej od brzegu. Czasem robią też tak gdzie brzeg jest sporo wyżej niż poziom wody w rzece krótsze kanały zakończone komorą w której spędzają czas wolny. Po jakimś czasie te komory się zapadają i powstają spore zapadliska.
Musi wrócić moda na futra żeby znikł problem z tymi sympatycznymi gryzoniami
Dobrze,że umiecie i macie na to czas bo w ten sposób można sporo zaoszczędzić i na 100 % wiadomo co było zepsute i co jest naprawione bo z "fachowcami" to różnie bywa.
Podnośnik naprawdę konkret i nie jeden Wam go pewnie zazdrości. W wielu serwisach nie mają czegoś takiego i muszą kombinować widlakami czy ładowarkami.
Zgodzę się,że wąska i wysoka opona idzie lżej na twardym od balonowych ale to tylko na twardym. Ten kto tak nie uważa chyba nie woził siana z torfowych łąk lub nie woził ziemi po rozmokniętym terenie w czasie prac ziemnych.
W takich warunkach tylko szerokie ogumienie ma rację bytu i lepsze od niego może być tylko szerokie o dużej średnicy.
Parę dni temu kolega przywoził mi gruz zestawem Fendt 200 KM plus przyczepa budowlana Pronar na tandemie na oponach w rozmiarze jak z TIRa. Ładunek ok. 15 ton i na twardym nie robi żadnego wrażenia na tym ciągniku ale jak wjechał w miejsce gdzie trzeba to było wysypać to koła przyczepy siadły do felg a Fendt ledwo szedł. Mój zestaw czyli Fiat 140-90 (140KM) plus holenderska koleba na jednej osi z kołami od jakiejś dużej ładowarki typu duża Fadroma z tym samym ładunkiem w tym samym miejscu idzie praktycznie po wierzchu a ciągnik idzie na jakieś 50 % swojej mocy. Nie mówiąc już o tym jak się skręca tandemem na miękkim bez kierowanej tylnej osi a jak z jedną osią. Do wożenia bel mam dwie lawety też na jednej osi i szerokim balonie. Tam gdzie kolega nie dał razy wywozić siana na przyczepie z kołami 20 cali (10 bel na przyczepie) ciągnąc to ciągnikiem 80 KM i przednim napędem ja swoją lawetą wywoziłem bez problemu po 18 bel ciągnikiem 62 KM i bez napędu...tak więc faktów się nie da oszukać.
Jeśli przyczepa siądzie w takich warunkach to nie ma znaczenia na jakich oponach...i tak mamy przesrane
Na miękkie tylko szeroki balon i najlepiej tak zwane Floation do pracy na niskim ciśnieniu. Na twardym idą zdecydowanie ciężej ale wole mieć ciężko na drodze ale do niej dojechać niż lekko mieć na twardym a potem walczyć na łące i ją niszczyć zapadniętą przyczepą.
Każdy powinien dobierać sprzęt do swoich potrzeb i warunków bo odwrotnie się nie da
Dokładnie rozumiem, że jak trzeba to się robi. Napisałem tylko o tym, że ta maszyna nie powstawała z myślą o holowaniu ciężkich ładunków i to po miękkim terenie gdzie opory rosną niemiłosiernie. Maszyna wiekowa to wiadomo, że przeszłość miała pracowitą i burzliwą. To, że znosi jakoś takie prace wynika z tego,że starsze sprzęty robiło się z wysokim zapasem wytrzymałości.
Co do ostatniego zdania to zawsze w układzie mogą powstać luzy. Ale i tak najpierw źle działać zaczyna sprzęgło a potem w wyniku jego niesprawności powstaje większość luzów w mechanicznej części układu przeniesienia napędu. W pełni sprawne sprzęgło dba o to,że bez względu na obciążenie a nawet im większe obciążenie tym delikatniej maszyna ruszy ale gdy z wielu powodów spada ciśnienie na sprzęgle to przy ruszaniu zaczynają się pojawiać szarpnięcia, które przenoszą się po kolei na wszystkie inne podzespoły.
Zwłaszcza po tak wielu latach pracy i nie zawsze zapewne porządnym serwisowaniu bo na zachodzie farmerzy się zbytnio nie cackają czyli do puki na gwarancji to jest w miarę serwis a potem to tak jak i u nas każdy farmer ma inne podejście delikatnie mówiąc.
Tak czy inaczej należy Wam się duży plus za to ile roboty wykonujecie na sporej chyba powierzchni dość trudnych użytków zielonych.
Myślę, że amatora znajdują głównie dlatego, że za 200-400 zł. można kupić taki UG a za zachodnie w akceptowalnym stanie ceny zaczynają o zero więcej czyli 2.000-4.000 zł. Do tego dochodzą tanie części dość marnej jakości ale te pługi nie orzą już w gospodarstwach po kilkadziesiąt ha więc dla tych, którzy je potrzebują są wystarczająco dobre.
Owszem wożą wszystko ale nie luzem tylko w workach i na paletach więc przewożony materiał nie wywiera całą swoją masą na ściany a tylko na podłogę, która z założenia jest pancerna.
Ciężka sprawa bo nasion masa już na ziemi a system korzeniowy jak metro w Moskwie albo w Londynie.
Masz rację Timo ale wystarczy jeden sezon mokry i nie da się wjechać z koszeniem a wtedy wszystko zaczyna się od nowa. Żeby to chociaż była porządna trzcina to by i zbyt na nią był bo trzciną z Polski kryje się dachy głównie w Danii i w niemczech. Z tego co wiem większość tej trzciny pochodzi z nad Biebrzy i Zalewu Szczecińskiego. Dach wygląda super, jest ciepły zimą i chłodny latem a do tego oddycha tylko to droga inwestycja bo roboty sporo a fachowców mało w Polsce już do tej technologii. Blisko mnie są dwa domy z takim dachem.
Taka ciekawostka historyczno ekonomiczna...przed wojną bieda kryła słomą i trzciną a bogaci blachą...a dziś odwrotnie
Była Honda XL600R ale często na tylnym kole jeździła a teraz mam Yamaha TW125. Mały, lekki na bardzo szerokich oponach. Spod d*py nie ucieka ale do szukania cielaków i liczenia krów nadaje się idealnie.
Też mam jedną łąkę z taką trzciną ale tylko hektar z hakiem ale na razie nie próbuje nic z tym zrobić tylko koszę raz w roku bijakową jeśli da się wjechać. Po samej łące da się normalnie jeździć ale dojazd przerąbany na maxa.
No właśnie. Przy pracy jako ładowarka może przenosić dużo większe obciążenia ale one są krótkotrwałe bo nikt przecież nie pchnie ziemi przed sobą kilka czy kilkanaście kilometrów. Owszem hydrokinetyczny układ chroni mechaniczne elementy układu napędowego ale nie chroni samego siebie. Przy przeciąganiu dużych ciężarów na spore odległości występuje mocne przegrzanie oleju, który traci swoje właściwości co skutkuje wcześniej czy później kosztowną awarią. Mam koparko ładowarkę gdzie jest transmisja hydrokinetyczna i wiem co mówię. Mam kilku znajomych, którzy mają starsze i nowsze teleskopy. Wszyscy, którzy od początku ciągali nimi przyczepy z ziemią czy nawozami na pole już mieli takie naprawy jak Ty i teraz zmienili sposób użytkowania tego sprzętu. Wiadomo,że są to maszyny już po przejściach co dodatkowo przyśpiesza awarie najbardziej obciążonych elementów. Widzę,że masz dużo łąk i musisz sobie jakoś radzić więc nie krytykuję bo każdy orze jak może ale swoją wypowiedzią chcę zwrócić uwagę na to, że tak na prawdę nie do tego są telekopówki. Przynajmniej te starsze. Wielu producentów w nowszych modelach przeznaczonych do prac w rolnictwie (wersje agro) wprowadziła zmiany tak by można było w sposób ciągły używać ich do transportu.
Ano nie jest co zresztą widać na innych zdjęciach kolegi Leniwiec13.
Hydrokinetyk w takim sprzęcie może przenosić olbrzymie obciążenia ale krótkotrwale a ciąganie ciężkich przyczep i to po miękkim to już za dużo jak na ten sposób przeniesienia napędu.
@Rzeźnik13 Fajne miejsce na imadło
Co do motocykli i pasji z tym związanych to nie zrozumie tej pasji nie ma tak jak ja nie kumam ludzi siedzących nad wodą z wędkami. Ważne żeby wszystko robić z rozsądkiem choć dla wielu motocykl jest brakiem rozsądku i tak by innym nie utrudniać życia.
Polskę przejechałem swego czasu wzdłuż i wszerz motocyklami. Potrafiłem w sezonie nakręcić 20-30 tyś. km. Imprezy, zloty, fajni ludzie i dziewczyny. Fajne czasy i jest co wspominać a z wieloma znajomymi z tamtych lat utrzymuję kontakt do dziś. Po latach buntu i przygód włącznie z jazdą mocno na tamte lata stuningowaną maszyną po szwabskiej autostradzie pod Holenderską granicą z prędkością pona 320 km./godzinę przyszła kolej na spokojniejsze jazdy enduro "w koło komina" po okolicznych lasach. Jak się okazało to wcale nie prędkość daje frajdę z jazdy motocyklem. To sam motocykl daje tą frajdę. Czasem do tego stopnia,że ludzie naprawiają i składają motocykl 2-3 lata i mimo,że nim nie jeżdżą to i tak są szczęśliwi