Mój ojciec pochodzi z pokolenia boomu po 1945 roku, rocznik 1950.
Mimo, że to były bardzo ciężkie czasy, ludzie wierzyli, że po wojnie będzie dobrze. Efektem tego był wysyp urodzeń.
W społeczeństwie nastawionym tylko na konsumpcję i wygodne życie, dziecko jest tylko obciążeniem. Dodatkowo, pokolenie , które weszło na rynek na początki lat 90-tych pokazuje, że ciężka praca nie popłaca, z samej pracy na etacie, mówię o tej uczciwej, z opłacaniem składek i podatków, ciężko wyżyć i się czegoś dorobić. A i widmo przyszłej emerytury raczej głodowe.
Nie dziwię się , że obecnie wchodzący na rynek pracy nie chcą tak pracować - tyrać po 12h na etacie płatnym za 8h. Oni chcą godziwie żyć, a nie wegetować jak ich rodzice. Z drugiej strony - nie mają misji budowy niepodległej Polski po PRL, jak im coś nie odpowiada, szukają sobie miejsca za granicą, widząc, ze w kraju porobiły się układy i układziki, które obowiązujące prawo mają za nic, albo tworzące prawo pod swoje partykularne potrzeby.
To trzeba wielu lat edukacji, że chodzenie na wybory i dokonywanie wyborów jest potrzebne, konieczne, oraz , że może przynieść efekt. Potrzeba także ludzi z pomysłem i inicjatywą, którzy będą chcieli ten marazm przełamać. Niestety, obecnie mamy powtórkę z tego, co działo się przed przewrotem majowym - marazm i kunktatorstwo, całkowitą degrengoladę w polityce. I nie widze szansy na szybkie poprawienie tej sytuacji.
Nikt z młodego pokolenia się nie garnie do polityki. Może poprawię - nikt rozsądny i pracowity, bo ci, co się garną to miernoty , które nigdzie inziej nie są w stanie przetrwać, a rąk sobie uczciwą praca nigdy nie skalali.