Czy wreszcie “klimatyści” przestaną zwalczać rolnictwo?
Naprawiacze środowiska i światowego klimatu nie ustają w wysiłkach. Antyrolnicza rewolucja trwa, ostatnio pojawiło się nowe pojęcie: ecocide, od angielskiego genocide (ludobójstwo), co można przetłumaczyć jak ekobójstwo, a dotyczy uprawy kukurydzy i produkcji mleka. Niestety, wszelkiej maści ekologowie i klimatyści nie nadążają za naturą. Efekt jest taki, że natura wyprzeda człowieka. Cały ten trwający od lat marsz na skraj przepaści doprowadził do tego, że w krajach z rozwiniętym rolnictwem, które żywią świat, w coraz większym tempie przybywa chwastów odpornych na herbicydy. A przybywa ich, bo ubywa nam substancji aktywnych służących do ochrony roślin. Kolejne są wycofywane, a ich następców nie widać, bo nikt nie chce inwestować w biznes, który za kilka lat będzie zlikwidowany. Na to nałożyły się efekty rozprzestrzenienia się uprawy zmodyfikowanych genetycznie roślin, odpornych na herbicydy. To tylko przyspieszyło proces uodparniania się chwastów na substancje zawarte w środkach ochrony roślin. Na przykład w Stanach Zjednoczonych, które przygodę z GMO zainicjowały w latach 90., efekt jest taki, że rośnie zapotrzebowanie na tzw. rolnictwo precyzyjne w nowym rozumieniu. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, amerykańscy farmerzy zatrudniają pracowników do ręcznego usuwania chwastów, a więc za oceanem powrót do dziabotoksu zamiast glifosatu i dikamby.