Z drugiej strony wojsko, które w teorii ma działac w warunkach wojny prawie partyzanckiej, nie może trzymać się zasad dla piechoty liniowej, a przydzielanie do takich jednostek ludzi bez wyobraźni w postaci spadochroniarzy z regularnej armi, nie wróży sukcesu.
Do WOT mieli iść pasjonaci - i poszli, a potem się szybko wykruszyli, bo natrafili na ścianę. Albo po prostu odpuścili i się nie angażują, więc jest jak jest
Wbrew pozorom sierżant w wojsku to powinien być ogarnięty facet (lub kobieta) , który w razie konieczności będzie potrafić utrzyma drużynę albo pluton za ryj, aby morale nie zdechło i grupa się nie rozpierzchła, a z drugiej strony, w warunkach, do jakich WOT jest przeznaczony, każdy podoficer musi się znac na taktyce i znać zasady sabotażu, konspiracji.
I nie chodzi mi tu o działanie w stylu AK w czasie II WS, tylko ciut nowocześniejsze rozwiązanie, taki GROM na poziomie lokalnym , znający własny teren i ludzi, ale może za dużo sobie wyobrażam ?