i tu ksiądz nie miał racji, ponieważ każdy ochrzczony jest członkiem kościoła, a jeśli na piśmie nie złożył takiej woli, to powinien go, jako ochrzczonego i z sakramentami pochować na cmentarzu
tu wyraźnie widać, że sam ksiądz nie zachowuje się zgodnie z nakazami wiary, jak i nakazu miłosierdzia, tylko próbuje się mścić po śmierci na ciele zmarłego, a przecież jedno z przykazań to "zmarłych pochować"
uważam, że za taką sytuację należy częściowo winić księdza, bo Jezus nauczał, że gdy zagubi się jedna owca, pasterz zostawia stado i idzie jej szukac - to gdzie był ten ksiądz przez tyle lat ? dlaczego ten człowiek pozostawał poza wspólnotą kościoła i ksiądz nie próbował z nim rozmawiać ?
uważam, że pytanie, gdzie chce być pochowany po śmierci było niestosowne i niegrzeczne, a rozmowę trzeba było zacząć z innej strony, a to tylko tłumaczenie księdza, aby się usprawiedliwić, nie pierszy i nie ostatni raz spotykane w kościele
życie nie jest czarno-białe, a i sam ksiądz często wywołuje najwięcej konfliktów w parafii