U nas pierwsza kukurydza to rok 1981 lub 82. Szła z pnia w sieczkarnię do słomy stojącą w stodole i dla krów na bieżąco. Wydajność mleka poszła wtedy do góy, aż z mleczarni przyjeżdżali. Nie było w okolicy żadnych maszyn do tego, ale krowy do końca września zjadły cały areał, tylko roboty ręcznej było, dobrze, że blisko koło domu. Z dalsza nie opłacało się wozić. Szła też dla tuczników, też żarły, aż im się uszy trzęsły. To były czasy, że na polu nic się nie uchowało, pokrzywa szła dla kur i kurczaków, miedze wypasały krowy, spady z jabłek szły dla krów i świń do skarmienia. Na łąkach ludzie rowy wykaszali wszystkie. Dziś kilkaset hektarów łąk zarosły wierzby i olszyna, nikt tego nie chce