Kilka dni temu byk był tak sprytny, że wsadził tylną nogę jałówce między szyję a łańcuch i skręcił go. Nie pytajcie jak bo nie wiem. Trzeba było ciąć łańcuch na szyi, bo by się udusiła, a przedtem urwałaby mu nogę.
Weź się nie stresuj, jak masz kilka krów i coraz jedna opuszcza oborę.
Liderkę trzeba było zastrzelić, bo nie było ratunku. Póki co od lutego podejrzanie spokojnie.