Z tego co pamiętam, to chodziło o to, że kiedyś te działki były dawane w dzierżawę prawdziwym rolnikom, a teraz przetarg wygrał jakiś "miastowy biznesmen", co to brązowej krowy od konia nie odróżni, w życiu na tej działce nie był, ale dopłaty chętnie przygarnie, a woli zlecić mulczowanie firmie niż dogadać się z kimś na wypas czy zbiór. W takim przypadku wcale się rolnikom nie dziwię, że podpierdalają takich.