Powiem tak - z punktu widzenia obywateli ta wojenka na górze jest niepotrzebna. Z innego punktu widzenia - prezydent nieudolnie próbuje zwrócić uwagę, że parlament stanowi bardzo kulawe i liche prawo, a prezydent nie musi podpisywac wadliwych przepisów. Obecnie mamy pat, w którym obie strony są winne i obie muszą razem znaleźć rozwiązanie. Bo ten klincz to tylko woda na młyn dla przeciwników naszego kraju. A rykoszetem obrywa się niczemu niewinnym obywatelom, którzy służą krajowi, tak jak co oficerowie, którym prezydent odmówił awansu w tym symbolicznym dniu. Z jednej strony - może proceduralnie miał rację, z drugiej - procedury można zmienić, jeśli nie łamie to stanowionego prawa, a dla człowieka trzeba być człowiekiem. I premier i prezydent jakoś nie chcą dostrzeć, że w tej wojnie obaj tracą, ich ugrupowania też. A jak dojdzie do wyborów, trzeba będzie się użerac z planktonem, który przepchnie do parlamentu po 2-3 posłów i potem pod ich dyktando próbowac rządzić. To oznacza dla kraju katastrofę, tak było w koalicji z Lepperem, podobnie jest teraz.
Nie można uprawiac polityki "nie bo nie" ani "tak cię zrobimy w jajo, że sam się w d.... pocałujesz z uśmiechem" - bp w interesie kraju jest zupełnie coś innego, co w tym zacietrzewieniu uciekło wielu ludziom ze świecznika. A medialną wojenką przykrywa się problemy, na które zapracowały kolejne rządy, a obecny nie ma pomysłu, jak z nich wybrnąć.