Żadnego, ale co jakby syn np. twierdził, że gospodarstwo ma we krwi, i chce nie tylko pomagać, ale robić na nim na pełen etat i się z tego utrzymywać? Wtedy ustalałbyś z nim co robicie, czy tylko mówił co ma być zrobione?
Typowe w dużych gospodarstwach powstałych w latach 90. Teraz wchodzą w wiek przedemerytalny, sił nie mają, ale za to ogromne samouwielbienie. Mają to na co sobie przez poprzednie lata zapracowali. Tak w majątku, ale i w relacjach z potomnymi.
W gospodarstwie zazwyczaj jest jeden/dwóch właścicieli i on/oni decyduje/ą. Tylko, że jak się chce mieć gospodarstwo rodzinne to się trzeba władzą dzielić. Inaczej zostaje się na nim samym. Znam takich dyktatorów, to już mają zmierzch swego rozwoju, bo pomagać im nikt nie chce.
Ale to chyba nie chodzi o to czego chcą wszyscy ale to czego chce większość. Dziadek który się do wszystkiego chce wtrącać, się nie liczy bo go młodzi przegłosują. 😉
U nas się zawsze coś dyskutowało w rodzinie, co robić, jak robić i kiedy robić.
Spróbuj dezynfekować i normalnie podłączać. Czy szyć to nie wiem. Nigdy niczego takiego nie robiliśmy. Te coś co wkładasz aby mleko schodziło to też się słabo sprawdzało. Chociaż może u innych dawało lepsze rezultaty.